poniedziałek, 30 marca 2015

Historia życia naszej PiPi.

     W 2010 r. mąż starszej pani zmarł po długiej i ciężkiej chorobie. W tym samym czasie na ziemię spadło bardzo dużo deszczu. Dom znajdował się niedaleko wałów, które groziły pęknięciem i zalaniem całej okolicy. Wszyscy w wielkim strachu pakowali swój dobytek i wynosili na strych. Na dworze ciągle padał deszcz i było zimno. Córka starszej pani miała dwie krowy, kury i parę kaczek. Kaczka Petronela  siedziała właśnie na jajkach. Nagle jedno jajko pękło i z niego wydostał się czarny stworek. Kaczki są większe i żółciutkie, dlatego nie spodobał się jej ten czarny kurczaczek i wyrzuciła go z koszyka, na zimną mokrą od wody ziemię. Kurczaczek piszczał bardzo głośno wołając o pomoc, bo mu było bardzo zimno. W tym samym czasie z obory wychodziła właśnie gospodyni i usłyszała wołanie,  zabrała go do domu i otuliwszy w szmatkę włożyła do koszyczka. Położyła koszyczek na parapecie, z którego dochodziły ciągle popiskiwania. Kot Lucyna chodziła po kuchni i oblizywała się ze smakiem.  Kiedy to zobaczyła młodsza córka zabrała go do drugiego domu. Tam napaliła w piecu, ugotowała jajko na twardo, przegotowała wody i próbowała nakarmić czarnego piszczącego malucha. Wsadziła go do pojemnika i zachęcała, żeby zajadał, ale on nie potrafił. Stukała palcem w podłogę i w ten sposób udając dziobanie kury uczyła go jeść. Po kilku dniach trochę się wypogodziło i na niebo wyszło słoneczko. Na świecie od razu zrobiło się cieplej i weselej. Młodsza córka wyniosła kurczaczka na dwór. Koty bardzo lubiły młodszą córkę i od razu przybiegły na spotkanie, ale ona odganiała je obawiając się żeby go nie zjadły. Zwierzęta były zdezorientowane i nie wiedziały co to znaczy. Chodziły tam i z powrotem i płakały głośno. Potem kurczakiem zajęła się babcia. Karmiła go i pilnowała przed kotami. Ponieważ nie umiał nic powiedzieć oprócz pipi nazwała go Pipi. Potem z PiPi wyrosła nie duża kokosz cała brązowa tylko szyję miała złotego koloru. Była oswojona i jadła z ręki. Jak się do niej mówiło Pipi biegła zaciekawiona i chodziła jak pies przy nodze. Można ją też było pogłaskać, tak była oswojona. Nigdy bym Pipi nie zjadła na obiad.  Po dwóch latach Pipi zdechła w kurniku i zakopali ją do ziemi. I tak zakończyła się historia życia PiPi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz