W 2010 r. mąż starszej pani zmarł po
długiej i ciężkiej chorobie. W tym samym czasie na ziemię spadło bardzo dużo
deszczu. Dom znajdował się niedaleko wałów, które groziły pęknięciem i zalaniem
całej okolicy. Wszyscy w wielkim strachu pakowali swój dobytek i wynosili na
strych. Na dworze ciągle padał deszcz i było zimno. Córka starszej pani miała
dwie krowy, kury i parę kaczek. Kaczka Petronela siedziała właśnie na jajkach. Nagle jedno
jajko pękło i z niego wydostał się czarny stworek. Kaczki są większe i
żółciutkie, dlatego nie spodobał się jej ten czarny kurczaczek i wyrzuciła go z
koszyka, na zimną mokrą od wody ziemię. Kurczaczek piszczał bardzo głośno
wołając o pomoc, bo mu było bardzo zimno. W tym samym czasie z obory wychodziła
właśnie gospodyni i usłyszała wołanie, zabrała go do domu i otuliwszy w szmatkę
włożyła do koszyczka. Położyła koszyczek na parapecie, z którego dochodziły
ciągle popiskiwania. Kot Lucyna chodziła po kuchni i oblizywała się ze smakiem.
Kiedy to zobaczyła młodsza córka zabrała
go do drugiego domu. Tam napaliła w piecu, ugotowała jajko na twardo,
przegotowała wody i próbowała nakarmić czarnego piszczącego malucha. Wsadziła
go do pojemnika i zachęcała, żeby zajadał, ale on nie potrafił. Stukała palcem
w podłogę i w ten sposób udając dziobanie kury uczyła go jeść. Po kilku dniach
trochę się wypogodziło i na niebo wyszło słoneczko. Na świecie od razu zrobiło
się cieplej i weselej. Młodsza córka wyniosła kurczaczka na dwór. Koty bardzo
lubiły młodszą córkę i od razu przybiegły na spotkanie, ale ona odganiała je
obawiając się żeby go nie zjadły. Zwierzęta były zdezorientowane i nie
wiedziały co to znaczy. Chodziły tam i z powrotem i płakały głośno. Potem
kurczakiem zajęła się babcia. Karmiła go i pilnowała przed kotami. Ponieważ nie
umiał nic powiedzieć oprócz pipi nazwała go Pipi. Potem z PiPi wyrosła nie duża
kokosz cała brązowa tylko szyję miała złotego koloru. Była oswojona i jadła z
ręki. Jak się do niej mówiło Pipi biegła zaciekawiona i chodziła jak pies przy
nodze. Można ją też było pogłaskać, tak była oswojona. Nigdy bym Pipi nie
zjadła na obiad. Po dwóch latach Pipi
zdechła w kurniku i zakopali ją do ziemi. I tak zakończyła się historia życia
PiPi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz