Benedykt w tym czasie kiedy jego żona
siedziała na jajkach, był smutny i
zadumany. Dziewczyny jak mogły tak go pocieszały. Najbardziej starała się
Klementyna. Do niej postanowił Benedykt się przysunąć. Była piękną dorastającą
panną o bardzo zgrabnych nogach i ślicznych zmysłowych oczach. Zabierał teraz
wszystkie trzy na spacer do ogrodu, a potem szli także popływać nad staw. Panny
były teraz zadowolone, bo miały dobrego opiekuna. Jedna przed drugą próbowały
przymilać się do Benedykta. On jednak pamiętał zawsze o Petroneli i jak znalazł się na podwórku,
zapraszał ją na posiłek i jadł z nią często obiad. Petronela wracała jednak
bardzo szybko do koszyka, bo bardzo
chciała, żeby nie przeziębić jajek. Ciocia Basia też kiedyś przyszła odpocząć
nad wodę. Wzięła ze sobą duży miękki koc, na którym zaraz się położyła. Pies
Donald przyszedł za nią, bo mu się bardzo samemu nudziło. Skakał do góry i
bardzo głośno szczekał z radości. Potem turlał się na trawie, bo rozpierała go
radość. Ptaki ucichły na chwilę i przyglądały się co się dzieje. Nagle
nadleciał z daleka młody dzięcioł i zabrał się za robotę. Kiedy to usłyszał
Donald na chwilę przestał szaleć i nasłuchiwał uważnie. Usiadł przy cioci i
próbował dostrzec intruza, który teraz próbował zakłócić spokój. Ptaki ponownie
zaczęły śpiewać, tak że nad stawem zrobiło się bardzo miło i radośnie. Donald
zasłuchał się i zapadł w drzemkę. Śniło mu się że ciocia Basia zabrała go do
Warszawy i że tam u niej pałaszuje pyszne jedzonko. Tak mu smakowało, że zaczął
przez sen się oblizywać. Ciocia zaraz to
zauważyła i postanowiła szybko wracać do domu. Po powrocie naszykowała swemu
pupilowi smacznej kaszy z mielonką i pożywnej karmy. Do drugiej miseczki nalała
czystej wody. Kaczki poszły także na podwórko, bo tam czekała na nie pewna i
smaczna kolacja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz