Życie
na wsi nie było takie sielskie jak się wydaje niektórym osobom zamieszkującym
wielkie miasta. Często zwierzętom brakowało jedzenia. Najwięcej na ten temat
mógłby powiedzieć pies Donald. Ciocia Basia kiedy przyjeżdżała z Warszawy
najlepiej dbała o niego. Przywoziła ze sobą przepyszne smakołyki, które piesek
uwielbiał. Porządki zaczynała od wyszorowania do czysta, jego miski. Potem wkładała do niej czyste i świeże
jedzenie. Po tygodniu bycia na wsi Donald przybywał na wadze, a tak wyglądał
jak mały kościotrup. Czasami dostawał takie jedzenie, którego nie tknął przez
kilka dni. Był bardzo wybredny i nie zjadł byle czego. Jeśli miska brzydko
pachniała i jedzenie było niezbyt świeże nie jadł w ogóle. Nikt się o pieska
nie przejmował, bo na wsi ludziom się nie przelewa i nie będą dawać psu lepiej
jeść, niż samym sobie. Ale kiedy ktoś
dbał o jedzenie Donalda umiał okazać swoją psią wdzięczność. Cieszył się i
merdał ogonkiem. Piesek nie raz chorował po nieświeżym jedzeniu, dlatego kiedy
dostawał coś nieświeżego wolał nie jeść w ogóle. Wszyscy kochali Donalda i
głaskali go a o jedzenie dbała tylko babcia. Babcia dawała jeść też Cezarowi i
Norkowi. Pewnego razu babcia zachorowała i położyła się do łóżka. Trzeba ją
było zastąpić. Wtedy jeść Cezarowi dawała ciocia Basia. Pewnego dnia, gdy
otworzyła bramkę do boksu i zaczęła dawać psom jeść Cezar chciał powąchać
ciocię w rękę. Ona bardzo się bała, żeby jej nie ugryzł i uciekała z ręką. Pies
był jednak szybszy i położył swoją dużą wilczą mordę na ręce cioci. Ta zadrżała
ze strachu, bo pies jej nie znał i nie wiedziała co teraz nastąpi. Pies tylko
powąchał rękę swoją puchatą mordą i zaraz zabrał się za pałaszowanie pysznego
jedzenia. Ciocia Basia odebrała to jak pocałunek wdzięczności w rękę, za przyniesione
jedzenie. Babcię też często lizał z wdzięczności po rękach. No i mówią, że
zwierzęta są głupie i niewdzięczne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz