piątek, 20 marca 2015

Szarmancki pies Cezar.

Życie na wsi nie było takie sielskie jak się wydaje niektórym osobom zamieszkującym wielkie miasta. Często zwierzętom brakowało jedzenia. Najwięcej na ten temat mógłby powiedzieć pies Donald. Ciocia Basia kiedy przyjeżdżała z Warszawy najlepiej dbała o niego. Przywoziła ze sobą przepyszne smakołyki, które piesek uwielbiał. Porządki zaczynała od wyszorowania do czysta, jego  miski. Potem wkładała do niej czyste i świeże jedzenie. Po tygodniu bycia na wsi Donald przybywał na wadze, a tak wyglądał jak mały kościotrup. Czasami dostawał takie jedzenie, którego nie tknął przez kilka dni. Był bardzo wybredny i nie zjadł byle czego. Jeśli miska brzydko pachniała i jedzenie było niezbyt świeże nie jadł w ogóle. Nikt się o pieska nie przejmował, bo na wsi ludziom się nie przelewa i nie będą dawać psu lepiej jeść, niż samym  sobie. Ale kiedy ktoś dbał o jedzenie Donalda umiał okazać swoją psią wdzięczność. Cieszył się i merdał ogonkiem. Piesek nie raz chorował po nieświeżym jedzeniu, dlatego kiedy dostawał coś nieświeżego wolał nie jeść w ogóle. Wszyscy kochali Donalda i głaskali go a o jedzenie dbała tylko babcia. Babcia dawała jeść też Cezarowi i Norkowi. Pewnego razu babcia zachorowała i położyła się do łóżka. Trzeba ją było zastąpić. Wtedy jeść Cezarowi dawała ciocia Basia. Pewnego dnia, gdy otworzyła bramkę do boksu i zaczęła dawać psom jeść Cezar chciał powąchać ciocię w rękę. Ona bardzo się bała, żeby jej nie ugryzł i uciekała z ręką. Pies był jednak szybszy i położył swoją dużą wilczą mordę na ręce cioci. Ta zadrżała ze strachu, bo pies jej nie znał i nie wiedziała co teraz nastąpi. Pies tylko powąchał rękę swoją puchatą mordą i zaraz zabrał się za pałaszowanie pysznego jedzenia. Ciocia Basia odebrała to jak pocałunek wdzięczności w rękę, za przyniesione jedzenie. Babcię też często lizał z wdzięczności po rękach. No i mówią, że zwierzęta są głupie i niewdzięczne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz