Na wiosnę pani gospodyni kupiła
dwadzieścia małych kur niosek, które przeznaczyła do znoszenia jajek. Potem
dokupiła jeszcze dwa koguty. którym nadała imię Teodor i Walter. Przed tym syn
Piotrek wybudował z drewna, koło domu nieduży kurnik. Do kurnika kury miały
wchodzić po drabinie. Na pierwszym piętrze były umieszczone wąskie półeczki, na
których miały przesiadywać kury. Z tyłu była wolna przestrzeń po to, żeby
wszelkie odchody jakie tam się znajdą mogły spadać na dół. Na dole łatwiej było
usuwać brudy. Na samej górze znajdowały się cztery koszyki wymoszczone świeżą
słomą, przeznaczone do znoszenia jajek. Do góry kury wchodziły też po drabinie.
Drabina ta miała szerokie schodki. Piotrek był bardzo ciekawy, czy do nowego
lokum kury się przyzwyczają. W starym kurniku miały mało miejsca i nie można
było usuwać zabrudzenia, bo były trudności z sięganiem tak daleko łopatą.
Okazuje się że nie trzeba ich było długo zachęcać, same się przeprowadziły do
nowego miejsca. Tu miały czyściej i cieplej. A co najważniejsze, zamknięte na
noc były chronione przed lisami, kunami i innymi kurzymi wrogami, które czasami
podchodziły w pobliże domu. Kury w czasie dnia chodziły po całym ogrodzie i
zjadały wszystko co się dało. Koło kurnika miały natomiast swój pojemnik z
paszą i drugi pojemnik z wodą. Na miejscu kur zamieszkały kaczki: Petronela,
Klara, Małgorzata, Florentyna i Danuta. Całą tą piątką rządził kaczor Benedykt
i jego brat Ryszard. Po jajka pani gospodyni wchodziła do góry po drabinie z
niedużym koszykiem i zbierała zniesione jajka. Kury każde zniesione jajko
obwieszczały całemu światu, głośnym gdakaniem. Świeże jajka sprzedawała swoim
sąsiadkom, lub zawoziła do miasta. Tam bardzo szybko były rozkupowane.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz