poniedziałek, 30 marca 2015

Nasza mała jaskółeczka.

     Wieczorem Małgorzata obwieściła Ryszardowi, że zniesie jajko i zasiadła w koszu, który stał, przygotowany dla niej w kurniku. Kiedy kaczki wieczorem poszły spać rozpadał się bardzo mocny deszcz, który padał całą noc. Temperatura bardzo spadła, że czuć było duże ochłodzenie. Kiedy ranek wstał widać było pełno kałuż i mgła zaległa całą okolicę. Nikomu nie chciało się wychodzić z kurnika. Kury siedziały osowiałe i zaspane. Kogut Walter nie piał w ogóle. Kaczki też siedziały spokojnie pod schodami i nie wychodziły na zewnątrz, bo im było dobrze w środku. Tylko krowa Czarnula ryczała , bo czas było na dojenie i chciało się jej jeść. Gospodyni ubrana w płaszcz przeciwdeszczowy przyszła oporządzić swoją zwierzynę. Otworzyła wejście kaczkom i uchyliła lekko drzwi kurnika. Małgorzata zobaczyła, że zniosła drugie jajko i była z siebie bardzo dumna. Nie mogła się doczekać, kiedy opowie o tym Ryszardowi. Nagle z obory wyfrunęła na świat jaskółka i zaczęła bardzo nisko latać, co wróżyło, że pogoda dalej będzie deszczowa i że długo się nie poprawi. Jaskółka zamieszkała w naszej oborze na wiosnę. Najpierw szukała dobrego miejsca na osiedlenie się. Potem kiedy już wybrała sobie dobre i bezpieczne miejsce w oborze, zaczęła budować swoje gniazdko. Znosiła i znosiła materiał do budowy gniazdka do obory, aż wreszcie gniazdko było gotowe. Ulepiła go z błota i wymościła miękkimi piórkami. Potem zniosła jajka i wysiadywała je cierpliwie. Gospodyni zaraz go zauważyła, bo często przy niej opuszczała gniazdko i wracała z powrotem. Na szczęście koty nie mogły się tam dostać, bo krowa Czarnula broniła wejścia swoim ciałem. Lucyna, kiedy przychodziła na mleko często spoglądała w tamtym kierunku oblizując się przy tym ukradkiem. Szkoda by było, gdyby dobrała się do gniazdka. Zresztą i tak dużo narobiła szkód wśród Szpaków, które ciągle zławiała. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz