Uroczystość weselna trwała do samego rana.
Wszyscy doskonale się bawili. Nad ranem goście weselni wszyscy wrócili do domu
i pokładli się spać. Ranek wstał piękny i słońce zaczęło dogrzewać. Ptaki
pięknie śpiewały. Gołębie gruchały, wróble ćwierkały. Słychać też było kukułkę.
Pani gospodyni wstała i poszła do obory, żeby dać jeść krowom, wydoić Czarnulę
i uporządkować wszystko koło krów. Mleko
umieściła w chłodnym miejscu i poszła szybko do domu, bo dużo pracy czekało
jeszcze na nią. Przed samymi drzwiami stały i czekały na nią cztery głodne
koty. Nalała im mleka, nasypała suchej karmy i nałożyła kaszy z mielonką, którą
koty bardzo lubiły i to wszystko zaniosła do stodoły, bo tu przed drzwiami
spodziewała się znowu weselnych gości. Koty przeniosły się do stodoły i zaczęły
pałaszować przyniesione jedzenie. Nagle przypomniała sobie o Cezarze i Norku. Im
też przygotowała jedzenie i zaniosła do boksu, gdzie spokojnie wylegiwały się w
cieniu. Pies Donald również wylegiwał się leniwie na podwórku. Jemu jeść zawsze
dawał Piotrek albo babcia. Pani gospodyni szybko zabrała się za przygotowywanie
obiadu. Nastawiła mięso na rosół i zaczęła obierać ziemniaki. Potem zrobiła
mizerię ze śmietaną. Gdy praca była ku końcowi zaczęli budzić się goście. Gdy
rozbudzeni zasiedli do stołu podała im rosół i zaczęła nakładać drugie danie.
Po zjedzonym obiedzie wszyscy wyszli do ogrodu i usiedli w cieniu drzew. W tym
czasie młodzież zmywała naczynia po obiedzie. Koty zaciekawione kręciły się
pośród gości. Potem gospodyni nałożyła na półmiski wędliny, sałatki i ciasta.
Wszystko to położyła na stole. Zaprosiła swoich gości znowu do stołu i zaczęły się poprawiny.
Na poprawiny przyszli sami najbliżsi. Ciocia Basia robiła zdjęcia pamiątkowe. O
dziewiętnastej gospodyni poszła znowu nakarmić Czarnulę i cielaczka .A uroczystość
poprawin trwała do późna w nocy. A rano
na gospodynię znowu czekała robota.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz