Kotki
wraz z ciotką Murzynem przeniosły się na dół do stodoły. W stodole było dużo
słomy po jednej stronie i niewielka ilość siana po drugiej stronie. Tuż przy
drzwiach było dużo przestrzeni, gdzie gospodyni ustawiła miski z karmą i
mlekiem dla kotów. Drzwi do stodoły były przez cały czas uchylone, żeby koty
mogły swobodnie wchodzić i wychodzić. Kiedy pogoda na dworze była ładna, bawiły
się na powietrzu wszystkie razem. Często
jednak padał deszcz, wtedy szybko umykały do środka. Czasami przychodziła do
nich Mama Lucyna. Ciotka Murzyn złościła
się na nią i wyganiała ją w dalszą część
stodoły. Dzieci szły za nią i kładły się koło niej. Jak były głodne karmiła je.
Po jakimś czasie wróciła na dobre i już nie latała za kotami. Justynka
przynosiła różne smakołyki, które pałaszowały także inne koty, aż im się uszy
trzęsły. Lucyna chodziła też często na
polowanie i przynosiła swoim dzieciom pyszne myszki. Siedziała wtedy nieruchomo
w wysokiej trawie, czekając na zdobycz, tylko jej uszy z daleka było widać. Wieczorem
wszystkie koty wychodziły ze stodoły i spacerowały po całym ogrodzie. Jak było
ciepło układały się wszystkie na chodniku i tak leniwie wygrzewały się w
słońcu. Pani gospodyni często wynosiła im różne smakołyki. Czasami dostawały
kości, które głośno chrupały. Bardzo rzadko dostawały mięsko. Pani gospodyni
bardzo się martwiła co ma zrobić z taką dużą ilością kotów. Poszła raz do
sąsiadki i zapytała, czy nie zechciałaby wziąć na wychowanie choć jednego
kotka. Po pewnym czasie znalazła kogoś kto chętnie chciałby zaopiekować się jej
ulubieńcami. Do domu przyjechał z Myślenic młody policjant i chciał wziąć ze
sobą trzy kotki. Zaczęło się łapanie maluchów do worka. Kotki uciekały i
chowały się przed właścicielką i nie łatwo było złapać je. Wreszcie udało się
złapać wszystkie. Pan policjant wziął Tuptusia. Kropeczkę, i Murzyna. W domu
zostały tylko Szaruś i Misia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz