poniedziałek, 9 marca 2015

Pani gospodyni oddała Kropeczkę, Murzyna i Tuptusia.

Kotki wraz z ciotką Murzynem przeniosły się na dół do stodoły. W stodole było dużo słomy po jednej stronie i niewielka ilość siana po drugiej stronie. Tuż przy drzwiach było dużo przestrzeni, gdzie gospodyni ustawiła miski z karmą i mlekiem dla kotów. Drzwi do stodoły były przez cały czas uchylone, żeby koty mogły swobodnie wchodzić i wychodzić. Kiedy pogoda na dworze była ładna, bawiły się na powietrzu  wszystkie razem. Często jednak padał deszcz, wtedy szybko umykały do środka. Czasami przychodziła do nich Mama Lucyna. Ciotka  Murzyn złościła się na nią i wyganiała  ją w dalszą część stodoły. Dzieci szły za nią i kładły się koło niej. Jak były głodne karmiła je. Po jakimś czasie wróciła na dobre i już nie latała za kotami. Justynka przynosiła różne smakołyki, które pałaszowały także inne koty, aż im się uszy trzęsły. Lucyna  chodziła też często na polowanie i przynosiła swoim dzieciom pyszne myszki. Siedziała wtedy nieruchomo w wysokiej trawie, czekając na zdobycz, tylko jej uszy z daleka było widać. Wieczorem wszystkie koty wychodziły ze stodoły i spacerowały po całym ogrodzie. Jak było ciepło układały się wszystkie na chodniku i tak leniwie wygrzewały się w słońcu. Pani gospodyni często wynosiła im różne smakołyki. Czasami dostawały kości, które głośno chrupały. Bardzo rzadko dostawały mięsko. Pani gospodyni bardzo się martwiła co ma zrobić z taką dużą ilością kotów. Poszła raz do sąsiadki i zapytała, czy nie zechciałaby wziąć na wychowanie choć jednego kotka. Po pewnym czasie znalazła kogoś kto chętnie chciałby zaopiekować się jej ulubieńcami. Do domu przyjechał z Myślenic młody policjant i chciał wziąć ze sobą trzy kotki. Zaczęło się łapanie maluchów do worka. Kotki uciekały i chowały się przed właścicielką i nie łatwo było złapać je. Wreszcie udało się złapać wszystkie. Pan policjant wziął Tuptusia. Kropeczkę, i Murzyna. W domu zostały tylko Szaruś i Misia.
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz