Nadszedł czas spotkania z mistrzem. Uczniowie Zen zaczęli zadawać wiele pytań Attar de Neishapurowi:
- Mistrzu, opowiedz nam o Stwórcy! Jaki on jest?
- Stwórca jest nieznany i niepoznawalny. Każde twierdzenie o nim, każda odpowiedź na wasze pytanie będzie zniekształceniem prawdy.
Uczniowie zafascynowani mądrymi odpowiedziami mistrza zaczęli zadawać coraz więcej pytań. Jednak Neishapur chciał jak najszybciej zakończyć to spotkanie. Widać było w jego oczach wielki niepokój, jakby coś złego wisiało w powietrzu nad klasztorem. Nagle do sali wbiegł najwierniejszy sługa mistrza – Malik:
- Mistrzu! Czarne chmury wiszą nad Klasztorem Zen. Twój praprzodek Tuan Mu Tsu chce wykraść księgę dziejów świata!
- Postaraj się sprowadzić do klasztoru mnichów Zen. – Powiedział zamyślony mistrz. – Ja tymczasem udam się w podróż do Ranzaia. Być może on będzie miał wiedzę na temat planów Tuana Mu Tsu.
Malik od razu poszedł wykonać polecenie mistrza, gdy on sam udał się w długą podróż na złociste pola. Wyprawa ta zapowiadała się na wyjątkowo spokojną, aż za spokojną! W końcu zmęczony mistrz po całodniowym marszu postanowił uciąć sobie drzemkę. Nic nie zapowiadało, że w środku ogromnego lasu ktoś może wyrwać go ze snu:
- Miłościwy Panie. Proszę się obudzić!
- W czym ci mogę pomóc? – Zapytał nieco rozkojarzony mistrz.
- Spotkałem w lesie długowłosego człowieka, który powiedział mi, iż znajdę tutaj osobę, która da mi drogocenny kamień.
Attar de Neishapur od razu domyślił się, że maczał w tym palce ktoś bardzo przebiegły -wyjątkowo uzdolniony magicznie. Zajrzał do swej sakiewki i ujrzał błękitny kamień, którego jeszcze kilka godzin temu tam nie było.
- Proszę. Pewno o ten kamień ci chodzi.
- Tak!
Uradowany chłop uciekł z diamentem. Mistrz nie tracąc czasu wyruszył w dalszą drogę. Przez cały czas zastanawiał się kto jest do tego zdolny, aby podłożyć kamień do sakiewki nie budząc go przy tym. Nagle przypomniał sobie kogoś kto mógł to uczynić. Był to nieśmiertelny mag, zwany Joneyeda. Osoba wyjątkowo zdolna, która kilka tysięcy lat temu znalazła się w posiadaniu eliksiru nieśmiertelności. Joneyeda nigdy nie miał ochoty przejąć władzy nad światem. Dla niego liczy się tylko domek, w którym ciągle przygotowuje jakieś magiczne wywary. Neishapur postanowił odwiedzić go, gdyż było mu to po drodze. Zbliżał się wieczór ale mistrz nie miał ochoty tracić ani chwili na odpoczynek. Pomimo swojego wieku mógł wytrzymać kilka nocy bez snu. Joneyeda wiedział, że mistrz zjawi się lada chwila dlatego tez mu na spotkanie by jak najszybciej go powitać:
- A więc tak wygląda wielki Attar de Neishapur. Człowiek, który wie, gdzie znajduje się Księga Dziejów Świata.
- Chciałeś aby przyszedł, więc jestem...
- Tak oczywiście. Szykuje się bitwa, która może zmienić przyszłość. Tuan Mu Tsu chce zniszczyć księgę dziejów świata i zastąpić ją inną. Taką, w której on rządzi światem!
- Wiem, lecz Tuan Mu Tsu zapomniał o małym szczególe. Księga Dziejów Świata znajduje się głęboko w podziemiach klasztoru i tylko ja wiem jak tam trafić.
- No cóż. Nie zapomnij o jego przebiegłości. Chcę byś zachował szczególną ostrożność. Wciąż pamiętam tamten dzień, w którym dowiedziałem się, że Tuan Mu Tsu mnie zdradził, a teraz myślę jak się na nim zemścić. Z resztą, gdy klasztor zostałby zniszczony, nie darowałbym sobie tego.
- Jedyna rzeczy, o jaką się obawiam to klasztor i moi uczniowie.
- Rozumiem cię. Proszę wiec tylko o to byś przemyślał moją propozycję.
- Powiedz nieco jaśniej.
- Stworze armię shojów, obrońców klasztoru.
Mistrz odszedł bez odpowiedzi. Wiedział, że na Joneyede można liczyć. Zanim Attar de Neishapur wyszedł z lasu, minęło kilka godzin. Odtąd znajdował się poza granicami swej krainy. Na szczęście Złociste Pola nie należą do jakiś specjalnie wrogich, wiec mistrz mógł spokojnie iść dalej. W pewnym momencie poczuł dziwne drżenie rąk. Był to znak, że w klasztorze dzieje się coś złego. Przyspieszył kroku. W końcu po paru godzinach poszukiwań jego oczom ukazała się mała chatka, znajdująca się na szczycie wzniesienia, ale Ranzaia nie było w domu.
- Gdzie jesteś Ranzai?
- Jestem tutaj cały czas. - Odrzekł wynurzając się ze złocistych pól
- Czemu się ukrywasz?
- Co cię do mnie sprowadza? Zapytał nie odpowiadając na pytanie mistrza.
- Klasztor Zen jest w niebezpieczeństwie. Pomyślałem, że będziesz mógł mi pomóc.
- Przykro mi. Nie pomogę ci. Twoimi sprzymierzeńcami są shojowie, którzy zabili mego ojca.
- Uwais był wspaniałą osobą. Wiele się od niego nauczyłem. Poświęcił się w wielkiej sprawie. Gdyby nie on Tuan Mu Tsu już dawno opanowałby cały świat. Jako ostatni mieszkaniec Złocistych Pól nie możesz przechodzić obojętnie wobec tej sprawy. Twoja kraina tez może być zagrożona!
- Tuan Mu Tsu doskonale wie, że ta kraina jest ostatnia rzeczą jaką byłby w stanie podbić. Nie obawiam się jego i całej armii shojów.
- Wysłuchaj mnie Ranzai. Tuan Mu Tsu chce przejąć władze nad światem i może to zrobić niszcząc księgę dziejów świata. Jeśli to zrobi to także twoje Złociste Pola mogą ulec zniszczeniu.
- Mój ojciec zawsze mawiał: Kto wie, nie mówi. Kto mówi, nie wie. Dzięki temu wielkie skarby kakuanów są bezpieczne po dziś dzień. Jeżeli zaś chodzi o klasztor to.... – Ranzai nie chciał zdradzić powierzonych mu sekretów.
- Proszę cię powiedz. W klasztorze dzieje się coś złego. Gdy nie zjawię się na czas, cała przyszłość może ulec tragicznej zmianie!
- No dobrze. Jalal ud-Din Rumi napisał księgę dziejów świata po to, by panował ład i porządek. Nie spodziewał się jednak, że jego syn Tuan Mu Tsu będzie zazdrosny o to, że księgę przekazał drugiemu z jego synów – Sa’di di Shirazowi. Od tego momentu w Tuanie Mu Tsu zaczęła się gromadzić nienawiść do Klasztoru Zen. Kiedyś znalazł mapę prowadzącą do księgi dziejów świata. Wiedział, że ta zdobycz przyda mu się do zemsty. Chciał jak najwięcej dowiedzieć na temat klasztoru jak i samej księgi. Pewnego dnia Tuan Mu Tsu spotkał pewnego młodego magika, przez niektórych zwanego Joneyeda. Zauważył, ze ma w ręku małą fiolkę z jakimś dziwnym eliksirem. Bardzo go to zainteresowało. Po krótkiej rozmowie obaj doszli do ugody. W zamian za nieśmiertelność Tuan Mu Tsu da mu mnóstwo pieniędzy. Wszystko szło po ich myśli jednak Joneyeda nie wiedział, że jego nowy przyjaciel go okłamał. Po śmierci Sa’di di Shirazy nowym mistrzem został Shams-e Tibirizi. Dla Tuana Mu Tsu nie było w tym nic dziwnego. Shams-e od początku pokazywał się z jak najlepszych stron. Był najzdolniejszy ze wszystkich mnichów zen, dlatego tez Sa’di di Shiraza nie miał problemów z wyborem następcy. Tuan już wtedy postanowił zaatakować jednak był niedoświadczony i popełnił wiele błędów. W przeciwieństwie do Shams-e Tibiriziego, który przeczuwając zagrożenie stworzył nową obronną armię pod-ludzi zwanych shojami. Jest to wyjątkowo waleczny gatunek, obdarowany ogromna siła fizyczną. Są nieco wyżsi niż zwykły człowiek, mają długie śnieżno-białe włosy, kryształowe oczy. Ich wzrok może doprowadzić do utraty przytomności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz