wtorek, 17 marca 2015

Zaradna pani gospodyni.

     Po kilku dniach pani gospodyni zarządziła, że będzie kosić zboża i zamówi kombajn. Jak powiedziała, tak też zrobiła. Przyjechał duży kombajn, który wymłócił wszystko zboże. Potem zwieźli bele słomy i poukładali w stodole. Zboże przywieźli na wozie i potem wsypywali do worków. Część zboża przeznaczyła na mąkę do młyna, a część na paszę dla kur i kaczek. We wszystkim jak zawsze pomagał jej Marcin, bo męża już w kraju nie było. Dobrze, że tym razem mu się powiodło i coś zarobił, bo bywało różnie. Nie zawsze przywoził duże sumy pieniędzy. Kiedy jednak udało mu się trochę zarobić gospodyni od razu inwestowała w dom. W ostatnim czasie wyszykowała dwa pokoje, żeby były gotowe na uroczystość weselną. Robotnicy położyli gładź, zrobili podłogi, wymalowali ściany  i zmienili okna w całym domu. To była bardzo wielka inwestycja i na to trzeba było dużo pieniędzy. Wesele też było dużą inwestycją i bez pieniędzy męża by się nie odbyło. W polu zawsze miała robotę. teraz na jesień czekały na nią ziemniaki. To była wielka akcja, do której zapraszała znajomych i całą rodzinę. Na razie jeszcze o tym nie myślała, bo do tego jeszcze było trochę czasu. Para młoda zamieszkała na pierwszym piętrze, w jednym pokoiku. W drugim mieszkała już od dawna jej starsza córka Monika. Justyna w prezencie ślubnym dostała wełnianą kołdrę i komplet pościeli. Od razu ją rozłożyli i spali pod nią. Potem kupili sobie małego psa Jorka i dali mu na imię Browarek. Po weselu wszyscy udali się do pracy i tak rozpoczęło się normalne  szare życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz