Po kilku dniach pani gospodyni zarządziła,
że będzie kosić zboża i zamówi kombajn. Jak powiedziała, tak też zrobiła.
Przyjechał duży kombajn, który wymłócił wszystko zboże. Potem zwieźli bele
słomy i poukładali w stodole. Zboże przywieźli na wozie i potem wsypywali do
worków. Część zboża przeznaczyła na mąkę do młyna, a część na paszę dla kur i
kaczek. We wszystkim jak zawsze pomagał jej Marcin, bo męża już w kraju nie
było. Dobrze, że tym razem mu się powiodło i coś zarobił, bo bywało różnie. Nie
zawsze przywoził duże sumy pieniędzy. Kiedy jednak udało mu się trochę zarobić
gospodyni od razu inwestowała w dom. W ostatnim czasie wyszykowała dwa pokoje,
żeby były gotowe na uroczystość weselną. Robotnicy położyli gładź, zrobili
podłogi, wymalowali ściany i zmienili
okna w całym domu. To była bardzo wielka inwestycja i na to trzeba było dużo pieniędzy.
Wesele też było dużą inwestycją i bez pieniędzy męża by się nie odbyło. W polu
zawsze miała robotę. teraz na jesień czekały na nią ziemniaki. To była wielka
akcja, do której zapraszała znajomych i całą rodzinę. Na razie jeszcze o tym
nie myślała, bo do tego jeszcze było trochę czasu. Para młoda zamieszkała na
pierwszym piętrze, w jednym pokoiku. W drugim mieszkała już od dawna jej
starsza córka Monika. Justyna w prezencie ślubnym dostała wełnianą kołdrę i
komplet pościeli. Od razu ją rozłożyli i spali pod nią. Potem kupili sobie
małego psa Jorka i dali mu na imię Browarek. Po weselu wszyscy udali się do
pracy i tak rozpoczęło się normalne
szare życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz