Pewnego
dnia Piotrek wybrał się na spacer z Donaldem na żwirownię. Koty to widziały, bo
przechodził koło stodoły. Na dworze było gorąco i każdy marzył, żeby choć
trochę się ochłodziło. Kiedy już doszli na miejsce okazało się, że nie tylko
oni marzą o ochłodzeniu. Nad wodę przyszło mnóstwo ludzi. Jedni leżeli na
kocach i się opalali, a drudzy pływali w wodzie. Piotrek rozebrał się i zaczął też pływać. Donald również wszedł do wody i płynął tuż za właścicielem.
Popływali trochę i wyszli na brzeg. Piotrek położył się na kocu i opalali się
razem z Donaldem. Nagle pies sąsiada, pokaźny wilczur, oderwał się od swego
właściciela i zaczął gonić naszego Donalda. Piesek nie zdążył uciec. Wilczur
pogryzł go dotkliwie i byłby go zagryzł, gdyby nie interweniował Piotrek.
Piotrek wrzeszczał na wilczura i biegł za nim, ale on wcale nie słuchał, bo
wpadł w jakiś amok. Dogonił go i wziąwszy Donalda na ręce przyniósł do domu. Piesek miał dużą ranę i
trzeba było szybko jechać do weterynarza. Rana została zaszyta, ale strach
przed dużymi psami został Donaldowi do końca życia. Kiedy nasz pies Cezar
zerwał się i zaczął latać po całym ogrodzie, Donald uciekł gdzieś i nie można
go było znaleźć. Wszyscy martwili się o niego i szukali pieska. Dopiero
wieczorem przyszedł nie wiadomo skąd z wywieszonym jęzorkiem, bo bardzo chciało
mu się pić. Piotrek krzyczał na niego i uderzył go lekko, bo się martwił, że
stracił psa. Donald tak się na niego obraził, że przez cały dzień wcale się do
niego nie odzywał, cały dzień leżał na posłaniu i nie poszedł do jego warsztatu. Dopiero
następnego dnia, gdy dostał pyszną kość wybaczył swojemu panu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz