wtorek, 10 marca 2015

Straszna przygoda Donalda, która na długo pozostała mu w pamięci.

Pewnego dnia Piotrek wybrał się na spacer z Donaldem na żwirownię. Koty to widziały, bo przechodził koło stodoły. Na dworze było gorąco i każdy marzył, żeby choć trochę się ochłodziło. Kiedy już doszli na miejsce okazało się, że nie tylko oni marzą o ochłodzeniu. Nad wodę przyszło mnóstwo ludzi. Jedni leżeli na kocach i się opalali, a drudzy pływali w wodzie.  Piotrek rozebrał się i zaczął też  pływać. Donald również  wszedł do wody i płynął tuż za właścicielem. Popływali trochę i wyszli na brzeg. Piotrek położył się na kocu i opalali się razem z Donaldem. Nagle pies sąsiada, pokaźny wilczur, oderwał się od swego właściciela i zaczął gonić naszego Donalda. Piesek nie zdążył uciec. Wilczur pogryzł go dotkliwie i byłby go zagryzł, gdyby nie interweniował Piotrek. Piotrek wrzeszczał na wilczura i biegł za nim, ale on wcale nie słuchał, bo wpadł w jakiś amok. Dogonił go i wziąwszy Donalda na ręce  przyniósł do domu. Piesek miał dużą ranę i trzeba było szybko jechać do weterynarza. Rana została zaszyta, ale strach przed dużymi psami został Donaldowi do końca życia. Kiedy nasz pies Cezar zerwał się i zaczął latać po całym ogrodzie, Donald uciekł gdzieś i nie można go było znaleźć. Wszyscy martwili się o niego i szukali pieska. Dopiero wieczorem przyszedł nie wiadomo skąd z wywieszonym jęzorkiem, bo bardzo chciało mu się pić. Piotrek krzyczał na niego i uderzył go lekko, bo się martwił, że stracił psa. Donald tak się na niego obraził, że przez cały dzień wcale się do niego nie odzywał, cały dzień leżał na posłaniu  i nie poszedł do jego warsztatu. Dopiero następnego dnia, gdy dostał pyszną kość wybaczył swojemu panu.
    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz