czwartek, 18 maja 2023

Przepis na sos piernikowy

Często bywa tak, że po świętach zostają kawałki różnych ciast. Może być to piernik o korzennym zapachu. Opiszę w tym poście jak można wykorzystać około 300 gram piernika do sosu, który w krainie zwanej Wielkopolska jest słodkim dodatkiem do pyz gotowanych na parze. Z racji, że pochodzę właśnie z tej krainy i nie jest mi obcy smak sosu zwanego szarym a z dodatkiem rodzynek i piernika przemianowanego na sos piernikowy. Składniki sosu szarego to: Masło 100gram Mąka pszenna 1 łyżka stołowa kopiasta Woda 1 szklanka Ocet 2 łyżki stołowe Cukier 2 łyżki Opcja sosu piernikowego to te same składniki plus piernik 300 gram Rodzynki 50 gram Przygotowanie: Rozpuszczasz masło na patelni lub w rondlu intensywnie mieszając dodajesz mąkę dla uzyskania gładkiej zasmażki. Wlewasz do zasmażki chłodną wodę i gotujesz, mieszając dalej, by nie powstały grudki. Kiedy sos zgęstnieje przyprawiasz octem i cukrem. Ot i cała filozofia. Jeśli zechcesz ubogacić smak sosu szarego dodajesz piernik 300gram i rodzynki. Staje się wówczas sosem piernikowym. Sos piernikowy, jest aromatyczny. Filety rybne, np. z karpia, w kąpieli z sosu piernikowego czują się całkiem nieźle. Odpowiada mi słodko-kwaśny smak tego sosu. Ja lubię, a wręcz przepadam za pyzami na parze maczanych w sosie szarym lub piernikowym. Czy Tobie zasmakuje taki wariant? Zachęcam do eksperymentu. Pamiętaj jednak o porcji piernika 300 gram, który jest esencją sosu piernikowego.

Cudowne paszteciki z kapustą

Wiesiek był chory. Zakatarzony nos wydawał się wielki, nieobecny i jakiś taki bufoniasty. Gardło sprawiało ból, podobny do dotknięcia kaktusa peruwiańskiego. Co najgorsze doskwierał mu brak apetytu. Był prawdziwą mordęgą, nie tylko dla samego Wieśka, ale także dla żony, która kochała upitrasić co nieco dla Wieśka. To paszteciki z kapustą, to pyzy ziemniaczane z mięsem. Miała też tajną recepturę na chleb przyszłości, który smakował wybornie ze swojskim smalcem z skwarkami. Kuchenne wariacje były jej pasją a Wiesiek doskonale nadawał sens jej kulinarnym arcydziełom Zajadał ze smakiem wszystko co żona wypiekła, ugotowała, usmażyła tudzież innym sposobem wytworzyła. Teraz, jednak nadszedł czas łaknącej posuchy i leżał w łóżku z głową obolałą i pociągającym nosem pełen goryczy i zniechęcenia. Żona dwoiła się i troiła proponując cudeńka piekarnicze. Nawet uwielbiane przez Wieśka kanapki z chleba przyszłości poszły w odstawkę. Minęło kilka dni i postanowiła podjąć kolejną próbę. Przykucnęła nieśmiało przy jego boku i z proszącą minką dzierżąc talerz pasztecików z kapustą zachęcała, by skosztował choć jednego. Paszteciki z kapustą uśmiechały się przymilnie do Wieśka i kusiły swymi rumianymi brzuszkami i apetyczną wonią pysznego nadzienia. Zdawały się szeptać: chrupnij mnie a poczujesz się lepiej. Tak też się stało, Wiesiek widząc strapioną twarz żonki, oczarowany widokiem pasztecików z kapustą w towarzystwie gorącego barszczyku nie chciał martwić bardziej żony, chrupnął dwa paszteciki. O glorio! Poczuł się znacznie lepiej. Pokrzepiony, poczuł przyjemne ciepło rozpływające się po ciele. Objął czulę żonę i oznajmił z powagą Twoje paszteciki z kapustą robią cuda!

 

środa, 17 maja 2023

Czy labradory smakują w pyzach ziemniaczanych z mięsem?

Był sobie raz labrador o zwiewnym imieniu Zefir. Okrąglutki w swych kształtach biszkoptowy „sierściuch”, który pracował za psa przewodnika. Jego pani, niewidoma dziewczyna, uwielbiała go za wszystko co sobą prezentował, spryt, mądrość i oddanie. Byli jak jedna bryła - pies i człowiek. Razem przemierzali różne przestrzenie. Były to ulice dużego miasta, podmiejskie drogi, ścieżki leśne a nade wszystko lubili wypady na zakupy w sklepach o zróżnicowanych gabarytach. Zefir to uwielbiał, kluczył między półkami sklepowymi bezbłędnie niczym dobrze zaprogramowana satelita. Nos miał nie od parady. Wywąchać dział z pieczywem, proszę bardzo, w mgnieniu oka doprowadzał do pachnących drożdżówek z marmoladą, ciastek truskawkowych, czy ciabat dużych, bo te właśnie pani lubiła jadać na śniadanie najbardziej. Pociechą niebagatelną był Zefir dla niewidomej dziewczyny, aczkolwiek miał swoje słabości, jakie miewają psy rasy labrador. Otóż Zefir był strasznym łakomczuchem, nie na darmo nosił przydomek „odkurzacza”. Kiedy nadchodził czas wolny od pracy, spuszczony ze smyczy wymiatał wszystko co znajdowało się w jego zasięgu i nadawało się do przekąszenia. Razu pewnego zadziała się zabawna sytuacja, kiedy dziewczyna postanowiła przyrządzić na obiad pyzy ziemniaczane z mięsem, a że była zaradna z ochotą zabrała się do roboty. Wspomniany labrador siedział grzeczniutko u progu kuchni obserwując jej zwinne ruchy toczące kształtne kluski. Najciekawszy był moment dla obserwatora, kiedy pani obracała się tyłem do niego i układała pyzy ziemniaczane z mięsem na blaszce. Liczyła je skrupulatnie, by taką samą ilość wybrać z garnka po właściwym czasie gotowania. Zefir nadal siedział niewinnie, jak gdyby nigdy nic. Kiedy kolejna partia pyz ziemniaczanych z mięsem wylądowała na blaszce, ku swojemu zdziwieniu dziewczyna doliczyła się liczby dziesięciu klusek, a nie jak powinno być piętnastu. Jakież było skonsternowanie, kiedy usłyszała zdradzieckie mlaśnięcie psiego jęzora, przełykającego w pośpiechu skradzioną kluskę ziemniaczaną z mięsem. Cóż zrobić, nie ma rady na psie łakomczuchy, Zastanawiała się tylko czy surowe ciasto nie zarzewi u Zefira psiej biegunki. To jednak okazało się jasne po obiedzie, obfitującym pyzami ziemniaczanymi z mięsem, które wybornie smakowały obojgu.

wtorek, 16 maja 2023

Dygresja o pizzy z pieczarką

    

Niebawem Dzień Matki. Mama to najważniejsza istota w Twoim życiu-kochająca bezwarunkowo, jedyna i niepowtarzalna. Czasami pełna trosk i niepokoju, ale z otwartym sercem i dobrą radą dla Swego dziecka. Mama pachnąca świeżo upieczonym chlebem żytnim lnianym. Wpadaliśmy do domu umorusani podwórkowym pyłem i pałaszowaliśmy pajdy chleba żytniego lnianego, które były  grubo posmarowane masłem. Te kromale pochłaniane w pośpiechu wypełniały nasze dziecięce brzuszki, by zagłuszyć głód i dalej biec na podwórkowe manewry. Późnym popołudniem, kiedy czas dobranocki wyznaczał wieczorne mycie i kolację rozentuzjazmowani meldowaliśmy się w domu.  Nie była to byle jaka kolacja, bowiem przy sobocie mama pichciła najwspanialszą pizzę. Mamina pizza z pieczarką to sobotnia tradycja. Zasiadaliśmy gromadą do stołu i każdy z entuzjazmem raczył się swoim kawałkiem ciasta licząc na dokładkę. Tata jako głowa rodziny zaliczał największą porcję, a mama uśmiechała się dyskretnie dziękując za słowa uznania dla kunsztu jej kulinarnych umiejętności. Schlebiało jej, kiedy pizza z pieczarką znikała z talerzy niczym topniejący śnieg na wiosnę. Dziś przemierzając ulice mego miasta mijałam grupę szczebiocących przedszkolaków. Dzieciaczki wesoło zagadywały swoją panią zaintrygowane celem wycieczki. Mijaliśmy właśnie Nową Piekarnię i zapach chleba, wszelkiego rodzaju bułeczek maślanych, tudzież ciapat dużych i małych przywołał wspomnienia dziecięcych lat. Niebawem Dzień Matki, a więc za    witam d        o mamy z pięknym bukietem kwiatów i przepysznym sernikiem z wiśnią, który uwielbia.                 

czwartek, 22 czerwca 2017

Wspólna zabawa

Piotruś z okazji zbliżającego się końca roku szkolnego zaprosił swoich kolegów i koleżanki z klasy. Spotkanie odbywało się w przydomowym ogródku gdzie Piotruś chciał pokazać swój namiocik. Wszystkie dzieci były ciekawe jak się go rozkłada i razem przystąpili do jego rozstawienia. Jedna z dziewcząt wzięła instrukcję i zaczęła czytać opis produktu.
Namiocik zabawka idealnie nadaje się do harców za równo na zewnątrz, w ogrodzie, na balkonie jak i w dziecięcym pokoju.
Piękne nadruki doskonale odwzorowują dziecięcych idoli i ich przyjaciół.
Namiot wykonany został z wysokiej jakości materiałów.
Wymaga minimalnej pielęgnacji aby utrzymać go w idealnym stanie.
Dzięki systemowi pop up rozkładanie przez wyskakiwanie bardzo łatwo się go montuje, oraz składa i przechowuje.
Materiał nie jest wodoodporny.
Gdy dzieci się już nacieszyły namiotem to rodzice Piotrka zaprosili ich na mały poczęstunek.
Tata zrobił grilla i usmażył kiełbaski, które wszystkim bardzo smakowały.
Na zakończenie mama chłopca zaproponowała, aby zagrali w "Kalambury de LUXE". " Świetnie się bawili odgadując hasła, które każde dziecko dostawało na kartach i musiało dane hasło pokazać w taki sposób aby przez wszystkich zostało zrozumiane i odgadnięte.


Zbliżał się wieczór i dzieci musiały zakończyć wesołą zabawę do której zawsze mogły wrócić.

Bańki mydlane

Wojtek był fanem piłki nożnej. Często prosił tatę aby razem wybierali się na mecze w których brał udział jego ulubiony klub. Gdy tata miał czas to z synem na podwórku grali mecz. Była to dla chłopca ogromna frajda. Mama obserwowała ich rozgrywki i swoimi okrzykami motywowała ich do lepszego grania. Rodzice przeglądając gry związane z piłką natknęli się na grę wyprodukowaną przez firmę Trefl "Bańki mydlane Messi footbubbles matchset. Zainteresowała ich ta gra i zdecydowali, że kupią ją synowi. Dokładnie zapoznali się z opisem na stronie producenta, który brzmiał tak:
Czy jesteś gotowy na podjęcie wyzwania? Dołącz do najlepszych i podbijaj bańki Messi footbubbles jak gwiazda footballu Leo Messi.
Sekret tkwi w najlepszym zestawieniu magiczny płyn i magiczne skarpetki. Magiczny płyn to specjalna formuła płynu do baniek dzięki której bańki są bardzo wytrzymałe, natomiast specjalnie zaprojektowane skarpetki umożliwiają wielokrotne podbijanie pojedynczej bańki stopami aż bańka nie pęknie.
Można podbijać bańki samemu tak długo jak potrafimy, lub bawić się z przyjaciółmi. Im więcej trenujemy tym lepszymi graczami się stajemy.
Cały czas udoskonalamy swoje umiejętności i pokazujemy niesamowite triki. Wymyślamy swoje ewolucje i zaskakujemy innych.
Zestaw baniek zawiera wszystko czego potrzebujemy do podbijania baniek jak Leo Messi i rozegrania meczu ze znajomymi.


Chłopcu ten prezent bardzo się spodobał, bo mógł sam ćwiczyć podbijanie baniek, a później wykorzystać swoje umiejętności podczas gry na boisku.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Nieudany urlop.

     Minęło już parę dni jak Basia przybyła do swojego rodzinnego domu. Czas mijał szybko i było bardzo miło. Basia zawsze przywoziła różne prezenty dla domowników. Tym razem też coś przywiozła, ale nie zamierzała ich jeszcze teraz dawać. Powkładała prezenty do woreczka i stanęła na krześle, żeby położyć wysoko na półce. Nagle noga jej się ześliznęła i upadła z dużej wysokości na drewnianą podłogę i złamała sobie kość ogonową. Przez parę minut nie mogła się podnieść z podłogi tak bardzo bolał ją kręgosłup ogonowy. Mogła jedynie potem delikatnie położyć się na łóżku, bo usiąść na pupie nie mogła z powodu potwornego bólu. Leżała w łóżku i bardzo płakała. Drzwi do pokoju były lekko uchylone i przez nie wsunęła się jej najlepsza przyjaciółka kotka Murzyn. Miałczała cicho i rozglądała się za swoją panią. Basia nie mogła nic powiedzieć tylko płakała. Kotek wskoczył na łóżko i zbliżył się do twarzy Basi. Zaczął delikatnie wąchać i lizać ciocię po policzkach. Basia pogłaskała swojego kotka i delikatnie odsunęła ją od twarzy. Kotek zaczął mruczeć i położył się na kołdrze. Potem do pokoju weszła starsza pani i wszystkiego dowiedziała się co się przed chwilą stało. Po dwóch godzinach Basia pojechała samochodem do szpitala na SOR żeby zbadać się, bo z powodu tego upadku zaczęła boleć ją też  okropnie głowa. Lekarz, który ją badał bardzo narzekał na pogodę, szpital i na system. Narzekał i narzekał. Basia nie wytrzymała i powiedziała mu żeby się lepiej bybrał do psychiatry, bo ona ciężko poszkodowana nic nie mówi, a on ciągle narzeka.  Dobrze wiedziała o co mu chodzi. Przy tej okazji chciał dostać od niej pieniądze. Z tego wszystkiego nie zabrała ze sobą portfela. W torebce miała tylko karty płatnicze i nie mogła wsunąć do kieszeni czekającemu na pieniądze jak sęp lekarzowi. Lekarz wcale jej nie pomógł, bo się na nią obraził. Skierował ją do innych lekarzy. Ci prześwietlili i wypuścili do domu. Stan Basi był bardzo zły i okropnie cierpiała. Bardzo modliła się do Boga o pomoc. Napisała list do znajomego księdza prosząc go o Mszę Św. i modlitwę. Po kilku dniach stan się poprawił i mogła już powoli wracać do swojego domu w Warszawie. Dobrze wiedziała, że poprawę stanu swojego zdrowia zawdzięcza Panu Bogu. Dziękowała swojemu księdzu za modlitwę. Wiedziała dobrze, że to On wymodlił jej poprawę zdrowia.

 nieudany urlop.