Minęło już parę dni
jak Basia przybyła do swojego rodzinnego domu. Czas mijał szybko i było bardzo
miło. Basia zawsze przywoziła różne prezenty dla domowników. Tym razem też coś
przywiozła, ale nie zamierzała ich jeszcze teraz dawać. Powkładała prezenty do
woreczka i stanęła na krześle, żeby położyć wysoko na półce. Nagle noga jej się
ześliznęła i upadła z dużej wysokości na drewnianą podłogę i złamała sobie kość
ogonową. Przez parę minut nie mogła się podnieść z podłogi tak bardzo bolał ją
kręgosłup ogonowy. Mogła jedynie potem delikatnie położyć się na łóżku, bo
usiąść na pupie nie mogła z powodu potwornego bólu. Leżała w łóżku i bardzo
płakała. Drzwi do pokoju były lekko uchylone i przez nie wsunęła się jej
najlepsza przyjaciółka kotka Murzyn. Miałczała cicho i rozglądała się za swoją
panią. Basia nie mogła nic powiedzieć tylko płakała. Kotek wskoczył na łóżko i
zbliżył się do twarzy Basi. Zaczął delikatnie wąchać i lizać ciocię po
policzkach. Basia pogłaskała swojego kotka i delikatnie odsunęła ją od twarzy.
Kotek zaczął mruczeć i położył się na kołdrze. Potem do pokoju weszła starsza
pani i wszystkiego dowiedziała się co się przed chwilą stało. Po dwóch
godzinach Basia pojechała samochodem do szpitala na SOR żeby zbadać się, bo z
powodu tego upadku zaczęła boleć ją też okropnie głowa. Lekarz, który ją badał bardzo
narzekał na pogodę, szpital i na system. Narzekał i narzekał. Basia nie
wytrzymała i powiedziała mu żeby się lepiej bybrał do psychiatry, bo ona ciężko
poszkodowana nic nie mówi, a on ciągle narzeka. Dobrze wiedziała o co mu chodzi. Przy tej
okazji chciał dostać od niej pieniądze. Z tego wszystkiego nie zabrała ze sobą
portfela. W torebce miała tylko karty płatnicze i nie mogła wsunąć do kieszeni
czekającemu na pieniądze jak sęp lekarzowi. Lekarz wcale jej nie pomógł, bo się
na nią obraził. Skierował ją do innych lekarzy. Ci prześwietlili i wypuścili do
domu. Stan Basi był bardzo zły i okropnie cierpiała. Bardzo modliła się do Boga
o pomoc. Napisała list do znajomego księdza prosząc go o Mszę Św. i modlitwę.
Po kilku dniach stan się poprawił i mogła już powoli wracać do swojego domu w
Warszawie. Dobrze wiedziała, że poprawę stanu swojego zdrowia zawdzięcza Panu
Bogu. Dziękowała swojemu księdzu za modlitwę. Wiedziała dobrze, że to On
wymodlił jej poprawę zdrowia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz