sobota, 15 sierpnia 2015

Nareszcie w domu!

     Ranek już nastał i zrobiło się jasno. Starsza pani otworzyła oczy i zaczęła dziękować Bogu za nowy dzień, który jej Pan Bóg podarował. Miała już bowiem 84 lata i często czuła się źle. Powoli wstała i ubrała się. Schowała pościel i poszła zrobić sobie herbaty, bo zamierzała zjeść lekkie śniadanie. Na dworze robiło się już ciepło i słońce grzało lekko. Po śniadaniu zabrała się za przygotowanie jedzenia dla dwóch psów, które były zamknięte w boksie. Przygotowała też jedzenie psu Donaldowi. Potem obrała ziemniaki i zrobiła surówkę. Na końcu zabrała się za robienie kotletów. Kiedy usmażyła kotlety usiadła trochę zmęczona na stołeczku przed domem. Pies Donald podjadłszy sobie położył się pod stołkiem, na którym siedziała starsza pani i zaczął drzemać. Nagle spod Krakowa nadjechał autobus i zatrzymał się na przystanku.  Pies stanął na równe nogi, warknął i pognał jak strzała w stronę odjeżdżającego autobusu. Starsza pani patrzyła za nim i już wiedziała, że pies wyczuł jej córkę, która właśnie wysiadła i szła w stronę domu. Nagle zza zakrętu wyłoniła się kobieta z dużym plecakiem na plecach i małym czarnym pieskiem, który skakał i szczekał z radości, bo jego ukochana pani nareszcie wróciła do domu. Kiedy podeszła bliżej obie kobiety uścisnęły się radośnie i weszły do domu. Córka ściągnęła plecak i zaczęła wyjmować wszystkie prezenty  z plecaka, a starsza pani w tym czasie przygotowywała jej smaczny obiad. Po zjedzeniu obiadu ciocia Basia pozmywała talerze i poszła wolnym krokiem w stronę ogrodu. Weszła pod drzewa i zaczęła rozkoszować się chłodem jakie przynosiły szeroko rozpostarte konary starych gruszy, śliw, czy jabłoni. Gdy tak szła ścieżką pod drzewami spotkała swoją ukochaną kotkę Murzyna, która szła smutna z opuszczonym ogonem. Kiedy zobaczyła swoją panią zaczęła miałczeć  radośnie. Ciocia Basia przeszła w stronę werandy i usiadła na ławce. Murzyn usiadła przy jej nogach i miałczała bez przerwy opowiadając jej swoje przeżycia jakie ją niedawno spotkały. Ciocia słuchała swojego kotka, głaszcząc ją po grzbiecie. Murzyn skarżyła się na domowników, że jej nikt nie karmi, że niedawno urodziła dwa małe kotki Wacka i Jagnę i trzyma je z dala od ludzi na strychu. Chciałaby je przyprowadzić do ludzi, ale boi się psa i co ludzie na to powiedzą. Nie martw się kotku pomogę ci zaadoptować twoje maleństwa. Przyprowadź je jutro do nas. Nagle spod domu przybiegł pies Donald z nosem przy ziemi. Nagle stanął, warknął i zaczął szczekać na Murzyna żeby już się stąd wynosił. Kotek szybko przeskoczył ogrodzenie i zniknął nam z oczu. Donald natomiast wskoczył na ławkę i wepchał się pod pachę cioci piszcząci tuląc się do jej serca. Po tych czułościach poszli z powrotem do domu, gdzie czekała na nich babcia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz