Ranek już nastał i zrobiło się jasno.
Starsza pani otworzyła oczy i zaczęła dziękować Bogu za nowy dzień, który jej
Pan Bóg podarował. Miała już bowiem 84 lata i często czuła się źle. Powoli
wstała i ubrała się. Schowała pościel i poszła zrobić sobie herbaty, bo
zamierzała zjeść lekkie śniadanie. Na dworze robiło się już ciepło i słońce
grzało lekko. Po śniadaniu zabrała się za przygotowanie jedzenia dla dwóch
psów, które były zamknięte w boksie. Przygotowała też jedzenie psu Donaldowi.
Potem obrała ziemniaki i zrobiła surówkę. Na końcu zabrała się za robienie kotletów.
Kiedy usmażyła kotlety usiadła trochę zmęczona na stołeczku przed domem. Pies
Donald podjadłszy sobie położył się pod stołkiem, na którym siedziała starsza
pani i zaczął drzemać. Nagle spod Krakowa nadjechał autobus i zatrzymał się na
przystanku. Pies stanął na równe nogi,
warknął i pognał jak strzała w stronę odjeżdżającego autobusu. Starsza pani patrzyła
za nim i już wiedziała, że pies wyczuł jej córkę, która właśnie wysiadła i szła
w stronę domu. Nagle zza zakrętu wyłoniła się kobieta z dużym plecakiem na
plecach i małym czarnym pieskiem, który skakał i szczekał z radości, bo jego
ukochana pani nareszcie wróciła do domu. Kiedy podeszła bliżej obie kobiety
uścisnęły się radośnie i weszły do domu. Córka ściągnęła plecak i zaczęła wyjmować
wszystkie prezenty z plecaka, a starsza
pani w tym czasie przygotowywała jej smaczny obiad. Po zjedzeniu obiadu ciocia
Basia pozmywała talerze i poszła wolnym krokiem w stronę ogrodu. Weszła pod
drzewa i zaczęła rozkoszować się chłodem jakie przynosiły szeroko rozpostarte
konary starych gruszy, śliw, czy jabłoni. Gdy tak szła ścieżką pod drzewami
spotkała swoją ukochaną kotkę Murzyna, która szła smutna z opuszczonym ogonem.
Kiedy zobaczyła swoją panią zaczęła miałczeć radośnie. Ciocia Basia przeszła w stronę
werandy i usiadła na ławce. Murzyn usiadła przy jej nogach i miałczała bez
przerwy opowiadając jej swoje przeżycia jakie ją niedawno spotkały. Ciocia
słuchała swojego kotka, głaszcząc ją po grzbiecie. Murzyn skarżyła się na
domowników, że jej nikt nie karmi, że niedawno urodziła dwa małe kotki Wacka i
Jagnę i trzyma je z dala od ludzi na strychu. Chciałaby je przyprowadzić do
ludzi, ale boi się psa i co ludzie na to powiedzą. Nie martw się kotku pomogę
ci zaadoptować twoje maleństwa. Przyprowadź je jutro do nas. Nagle spod domu
przybiegł pies Donald z nosem przy ziemi. Nagle stanął, warknął i zaczął
szczekać na Murzyna żeby już się stąd wynosił. Kotek szybko przeskoczył
ogrodzenie i zniknął nam z oczu. Donald natomiast wskoczył na ławkę i wepchał
się pod pachę cioci piszcząci tuląc się do jej serca. Po tych czułościach
poszli z powrotem do domu, gdzie czekała na nich babcia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz