sobota, 11 lipca 2015

Przygoda w pociągu.

     Minęło już wiele miesięcy od czasu kiedy ciocia Basia wyjechała z domu do Warszawy. Czas szybko leciał i dużo się działo, ale ciocia nigdy w swoich wspomnieniach nie zapomniała o swoich bliskich i swoim najdroższym pupilu psie Donaldzie. Często kontaktowała się ze swoimi bliskimi przez telefon. Nareszcie przyszedł czas, że mogła już wyjechać na parę dni do swojego domu rodzinnego. Lato w tym roku rozpoczęło się bardzo chłodne. Zawsze trzeba było chodzić w sweterku, lub cienkiej kurtce. Bała się bardzo, że jak wyjedzie na urlop, też będzie miała zimne dni. W ostatnich dniach przed urlopem nagle bardzo się ociepliło. Zapakowała plecak i poszła na stację kolejową. W kasie kupiła bilet i wsiadła do pociągu. W przedziale przygotowała bilet w razie kontroli. Pociąg ruszył i podróż bardzo szybko mijała. W Krakowie wysiadła i poszła do tramwaju, a potem przesiadła się na autobus. W domu była witana z radością przez mamę i pieska, który bardzo się za nią stęsknił. Na drugi dzień postanowiła pojechać do dużego sklepu, żeby zrobić zakupy. Kiedy się wybierała, nagle z przerażeniem uświadomiła sobie, że nie ma dokumentów. Pojechała do sklepu i zrobiła zakupy, a potem wstąpiła na dworzec, żeby zapytać o swoje zgubione dokumenty. Zasugerowano jej żeby poczekała na pociąg relacji Warszawa Przemyśl, bo takim przyjechała z Warszawy do Krakowa. Kiedy pociąg stanął odszukała kierownika pociągu.  Poprosiła o telefon do pracowników wczorajszego Interregio. Okazało się że pracownicy PKP w ogóle się nie znają. Dostała telefon do dyspozytora Interregio i pojechała do domu. W domu zadzwoniła do niego  i powiedziała, że wczoraj w pociągu zgubiła wszystkie swoje dokumenty. Pan obiecał, że jak coś będzie wiedział oddzwoni. Po pięciu minutach zadzwonił telefon do siostrzenicy cioci, a osoba która dzwoniła prosiła o rozmowę z ciocią Basią. Okazało się bardzo szybko, że to dzwoni policjant z Rzeszowa z bardzo radosną wiadomością, że dokumenty się znalazły . Pan policjant został poproszony o przesłanie dokumentów do Warszawy. I po dwóch tygodniach ciocia Basia odebrała je na komisariacie. Przygoda skończyła się dobrze, ale od tamtej pory ciocia bardzo uważa, żeby dokumenty zaraz po sprawdzeniu przez konduktora wędrowały do kieszeni plecaka.  Przestrzega też  innych podróżnych, żeby bardzo uważali w podróży  na swoje dokumenty.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz