poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Nieudany urlop.

     Minęło już parę dni jak Basia przybyła do swojego rodzinnego domu. Czas mijał szybko i było bardzo miło. Basia zawsze przywoziła różne prezenty dla domowników. Tym razem też coś przywiozła, ale nie zamierzała ich jeszcze teraz dawać. Powkładała prezenty do woreczka i stanęła na krześle, żeby położyć wysoko na półce. Nagle noga jej się ześliznęła i upadła z dużej wysokości na drewnianą podłogę i złamała sobie kość ogonową. Przez parę minut nie mogła się podnieść z podłogi tak bardzo bolał ją kręgosłup ogonowy. Mogła jedynie potem delikatnie położyć się na łóżku, bo usiąść na pupie nie mogła z powodu potwornego bólu. Leżała w łóżku i bardzo płakała. Drzwi do pokoju były lekko uchylone i przez nie wsunęła się jej najlepsza przyjaciółka kotka Murzyn. Miałczała cicho i rozglądała się za swoją panią. Basia nie mogła nic powiedzieć tylko płakała. Kotek wskoczył na łóżko i zbliżył się do twarzy Basi. Zaczął delikatnie wąchać i lizać ciocię po policzkach. Basia pogłaskała swojego kotka i delikatnie odsunęła ją od twarzy. Kotek zaczął mruczeć i położył się na kołdrze. Potem do pokoju weszła starsza pani i wszystkiego dowiedziała się co się przed chwilą stało. Po dwóch godzinach Basia pojechała samochodem do szpitala na SOR żeby zbadać się, bo z powodu tego upadku zaczęła boleć ją też  okropnie głowa. Lekarz, który ją badał bardzo narzekał na pogodę, szpital i na system. Narzekał i narzekał. Basia nie wytrzymała i powiedziała mu żeby się lepiej bybrał do psychiatry, bo ona ciężko poszkodowana nic nie mówi, a on ciągle narzeka.  Dobrze wiedziała o co mu chodzi. Przy tej okazji chciał dostać od niej pieniądze. Z tego wszystkiego nie zabrała ze sobą portfela. W torebce miała tylko karty płatnicze i nie mogła wsunąć do kieszeni czekającemu na pieniądze jak sęp lekarzowi. Lekarz wcale jej nie pomógł, bo się na nią obraził. Skierował ją do innych lekarzy. Ci prześwietlili i wypuścili do domu. Stan Basi był bardzo zły i okropnie cierpiała. Bardzo modliła się do Boga o pomoc. Napisała list do znajomego księdza prosząc go o Mszę Św. i modlitwę. Po kilku dniach stan się poprawił i mogła już powoli wracać do swojego domu w Warszawie. Dobrze wiedziała, że poprawę stanu swojego zdrowia zawdzięcza Panu Bogu. Dziękowała swojemu księdzu za modlitwę. Wiedziała dobrze, że to On wymodlił jej poprawę zdrowia.

 nieudany urlop.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Kotka Murzyn bardzo pożyteczne zwierzątko.

     Ogród na zewnątrz mojego domu rodzinnego był bardzo ładny. W tym ogrodzie żyło dużo ptaków i zwierząt. W okolicy jesieni wszystkie myszki szukały nowego lokum czując nadciągającą zimę.  Mysza Dobrochna zakochała się tego lata w pięknym mysim młodzieńcu Radomirze. Oboje postanowili poszukać sobie nowego mieszkania, bo w tym starym było zimno i bardzo mokro. Pewnej nocy wybrali się oboje na poszukiwanie. Dotarli aż do obory. Tam weszli do góry po drabinie i znaleźli się na strychu pełnym zboża zgromadzonego w beczkach i bardzo pachnącego i mięciutkiego siana. Tam znaleźli oboje suchą i przestronną norę. Zaraz przyszło na świat kilka myszek. Dzieci rosły i rodziły się nowe, tak, że na strychu było ich coraz więcej. Pewnego dnia na strych po drabinie weszła pani gospodyni i złapała się za głowę tyle zobaczyła mysich odchodów. Zastawiła na nie pułapkę z bardzo pyszną kiełbasą. Ale myszy nie złapały się wcale na nią. W nocy wrota na strych pozostały otwarte. Właśnie przez te wrota cichutko i niepostrzeżenie wsunęła się nasza kotka Murzyn szukając miejsca na poród, bo czas już jej nadszedł. Położyła się na mięciutkim sianie za beczką pełną zboża i w nocy urodziła dwa duże kotki, którym nadała imię Jagna i Wacek. Potem długo dochodziła do siebie, bo poród miała bardzo trudny. Wtedy na dworze nastały chłodniejsze dni i zaczął padać deszcz. Gospodyni zamknęła wrota na strych na kilka dni. Kotka Murzyn zmuszona była żywić się tylko myszkami, które zamieszkiwały razem z nią na strychu. Złapała tyle myszek ile się dało i poukładała je tuż przed progiem. Jadła je i karmiła swoje małe. Po kilku dniach jak otworzono wrota wybrała się do obory na mleko i karmę, którą serwowała gospodyni. Po przyjeździe cioci Basi postanowiła sprowadzić swoje małe na dół, by pokazać je ludziom. Rano zniosła swoje maluchy w zębach po drabinie i zaprowadziła je do ogrodu. Kiedy ludzie przyszli żeby odpocząć pokazała wszystkim domownikom swoje kocięta . Pani gospodyni chwaliła Murzyna za to, że wyłapał tyle myszy na strychu i głaskała ją po grzbiecie. Cieszyła się że ma takiego pożytecznego kotka i z radością zajmowała się jej małymi dziećmi.

sobota, 15 sierpnia 2015

Nareszcie w domu!

     Ranek już nastał i zrobiło się jasno. Starsza pani otworzyła oczy i zaczęła dziękować Bogu za nowy dzień, który jej Pan Bóg podarował. Miała już bowiem 84 lata i często czuła się źle. Powoli wstała i ubrała się. Schowała pościel i poszła zrobić sobie herbaty, bo zamierzała zjeść lekkie śniadanie. Na dworze robiło się już ciepło i słońce grzało lekko. Po śniadaniu zabrała się za przygotowanie jedzenia dla dwóch psów, które były zamknięte w boksie. Przygotowała też jedzenie psu Donaldowi. Potem obrała ziemniaki i zrobiła surówkę. Na końcu zabrała się za robienie kotletów. Kiedy usmażyła kotlety usiadła trochę zmęczona na stołeczku przed domem. Pies Donald podjadłszy sobie położył się pod stołkiem, na którym siedziała starsza pani i zaczął drzemać. Nagle spod Krakowa nadjechał autobus i zatrzymał się na przystanku.  Pies stanął na równe nogi, warknął i pognał jak strzała w stronę odjeżdżającego autobusu. Starsza pani patrzyła za nim i już wiedziała, że pies wyczuł jej córkę, która właśnie wysiadła i szła w stronę domu. Nagle zza zakrętu wyłoniła się kobieta z dużym plecakiem na plecach i małym czarnym pieskiem, który skakał i szczekał z radości, bo jego ukochana pani nareszcie wróciła do domu. Kiedy podeszła bliżej obie kobiety uścisnęły się radośnie i weszły do domu. Córka ściągnęła plecak i zaczęła wyjmować wszystkie prezenty  z plecaka, a starsza pani w tym czasie przygotowywała jej smaczny obiad. Po zjedzeniu obiadu ciocia Basia pozmywała talerze i poszła wolnym krokiem w stronę ogrodu. Weszła pod drzewa i zaczęła rozkoszować się chłodem jakie przynosiły szeroko rozpostarte konary starych gruszy, śliw, czy jabłoni. Gdy tak szła ścieżką pod drzewami spotkała swoją ukochaną kotkę Murzyna, która szła smutna z opuszczonym ogonem. Kiedy zobaczyła swoją panią zaczęła miałczeć  radośnie. Ciocia Basia przeszła w stronę werandy i usiadła na ławce. Murzyn usiadła przy jej nogach i miałczała bez przerwy opowiadając jej swoje przeżycia jakie ją niedawno spotkały. Ciocia słuchała swojego kotka, głaszcząc ją po grzbiecie. Murzyn skarżyła się na domowników, że jej nikt nie karmi, że niedawno urodziła dwa małe kotki Wacka i Jagnę i trzyma je z dala od ludzi na strychu. Chciałaby je przyprowadzić do ludzi, ale boi się psa i co ludzie na to powiedzą. Nie martw się kotku pomogę ci zaadoptować twoje maleństwa. Przyprowadź je jutro do nas. Nagle spod domu przybiegł pies Donald z nosem przy ziemi. Nagle stanął, warknął i zaczął szczekać na Murzyna żeby już się stąd wynosił. Kotek szybko przeskoczył ogrodzenie i zniknął nam z oczu. Donald natomiast wskoczył na ławkę i wepchał się pod pachę cioci piszcząci tuląc się do jej serca. Po tych czułościach poszli z powrotem do domu, gdzie czekała na nich babcia.