Pani gospodyni oprócz kotków, dwóch psów
Cezara i Norka miała też kaczki, kury i
krowę Czarnulę. Krowę pasła na łące a wieczorem dawała jej liście z buraków
pastewnych i cały kosz świeżo skoszonej trawy, które przywoziła z pola.
Narzeczony Justynki dzielnie pomagał swojej przyszłej teściowej w pracach
polowych, bo męża pani gospodyni w kraju nie było. Pojechał do Anglii, żeby
zarobić na utrzymanie rodziny. Marcin pomagał w koszeniu trawy, grabieniu siana i w
zwożeniu go do stodoły. Wyjeżdżali z domu traktorem zaprzęgniętym w drabiniasty
wóz, a z powrotem przywozili cały naładowany wóz pełen siana. Potem zrzucali go
i układali w stodole. To była bardzo ciężka praca. Pani gospodyni wysiadał od
tego kręgosłup. A jeszcze do tego krowa
Czarnula spodziewała się małego cielaczka i trzeba było też pomyśleć jak jej w
tym pomóc. Poszła więc do sąsiadów i poprosiła o pomoc. O dwudziestej wieczorem
przyszło trzech mężczyzn. Godzinę później przyszła na świat ubrana cała w
kropki jak biedronka mała krówka. Pies Donald wszystko obserwował zaglądając
ciekawie do obory. Gdy to zobaczyła krowa Czarnula zaczęła głośno ryczeć, bo
się obawiała o bezpieczeństwo swojej nowonarodzonej córeczki. Gospodyni
wygoniła psa na swoje posłanie, żeby nie przeszkadzał. A sama bardzo utrudzona całodzienną pracą, nareszcie
udała się na spoczynek. Jutro od samego
rana czekała na nią ciężka praca. Wszyscy udawali się do pracy zarobkowej a ona
zostawała sama z furą ciężkiej roboty. Babcia już nie mogła w tym pomagać, bo
brakowało jej siły. A poza tym była spracowana, bo przez całe życie bardzo
ciężko pracowała w polu. Mąż starszej pani leżał ciężko chory i ktoś musiał się
nim opiekować. W opiece i pielęgnacji bardzo dużo pomagała jej wnuczka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz