Po miesiącu kotki bardzo urosły, ale
potrzebowały jednak opieki mamy, a Lucyna zaczęła znów chodzić na randki. Do
domowego ogródka zaczęły schodzić się różnego rodzaju i maści kocury. Lucyna
porzuciła swoje małe i zajęła się randkowaniem. Ciotka Murzyn rozpoczęła opiekę
nad małymi. Podczas jej nieobecności zajmowała się nimi jak mogła najlepiej:
karmiła je, pilnowała, wyprowadzała na spacer. Lucyna wpadała tylko na chwilę
żeby zobaczyć jak jej to idzie i pędziła do kocurów. Całe otoczenie było
wzburzone i bardzo krytykowało zachowanie Lucyny. Ciotka Murzyn wieczorem, gdy
już robiło się ciemno zachęcała kotki do wchodzenia na strych. One nie chciały
się słuchać. Bawiły się figlowały i skakały bez przerwy. Wreszcie napominane i
nawoływane przez Murzyna wchodziły na górę. Kiedy już dorosły i mogły jeść
wszystko, szły do kociej miski i jadły pyszną i pożywną karmę. Lucyna chodziła
na polowanie i przynosiła duże ilości myszy, które układała na trawie obok
chodnika. Łapała też i przynosiła niestety różnego rodzaju ptaszki. Najczęściej
przynosiła Szpaki. Lucyna była faworyzowana przez swoją panią Justynę, dlatego
tylko ona mogła wchodzić do domu. Inne koty tego nie mogły, bo nikt ich nie
zapraszał. Były wręcz wyganiane. W domu czekała na Lucynę miska pełna łakoci,
dlatego Lucyna była bardzo wypasiona. Była bardzo ważna i zarozumiała. Miała swoje kocie humory. Nie lubiła jak się
ją głaskało. Gryzła wtedy i drapała.
Inne kotki łasiły się do nóg, wskakiwały na kolana, a ona nigdy tego nie
robiła. Lucyny nikt nie lubił. Murzyn był zupełnie innym kotkiem. Tego kotka
wszyscy lubili bo miał dobre serce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz