Po
miesiącu w domu pani gospodyni miało odbyć się wesele. Mąż przyjechał z Anglii
i przywiózł tak bardzo piękne i oczekiwane prezenty. Zabrała się do sprzątania.
Umyła wszystkie okna i zmieniła firanki i zasłony. Odkurzyła i umyła podłogi.
Wyszorowała kuchnie i łazienki. Mąż w tym samym czasie kosił trawę naokoło
domu. Na stole położyła piękny biały obrus, wodę święconą, kropidło i mały
krzyżyk. Pomogła ubrać się pani młodej w piękną białą suknię. Wcześniej
udekorowała kolorowymi kwiatami i balonami fronton domu. Kiedy nadeszła chwila
rozpoczęcia uroczystości przyjechała orkiestra i przybyli wszyscy zaproszeni
goście. W domu rodzice udzielili młodej parze Justynie i Marcinowi błogosławieństwa. Kiedy orkiestra
zaczęła grać "Serdeczna Matko"
i trąby głośno zawodzić, pies Cezar z Norkiem, którzy byli zamknięci w
boksie zaczęli okropnie wyć. Auuu! Auuu! Goście o mało nie pospadali z krzeseł
tak się śmieli. Psa Donalda przygarnęła na ten czas babcia, która nie wybierała
się na uroczystość weselną ponieważ zajmowała się w tym czasie swoim chorym
mężem. Koty spokojnie siedziały w stodole i z niepokojem przysłuchiwały się
całemu zamieszaniu. Bały się wystawić nosa poza drzwi stodoły. Po uroczystym
błogosławieństwie wszyscy goście udali się do samochodów. Wtedy właśnie było
słychać jak krowa Czarnula wraz ze swoim cielakiem głośno beczą. Takie są właśnie
uroki wsi mówiła trochę wstydząc się, po cichu do swojego męża pani gospodyni. Goście
powsiadali do samochodów i udali się do kościoła na ślub. A potem do domu weselnego
na uroczystą biesiadę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz