Nazajutrz rano pani gospodyni dosyć
wcześnie otworzyła wejście kaczkom i pozwoliła żeby sobie powoli wychodziły.
Sama zabrała się za dojenie krowy Czarnuli i karmienie małej krówki o imieniu
biedronka. Tak właśnie postanowiła nazwać małą córeczkę Czarnuli. Po skończonym
dojeniu postanowiła wygonić obie na łąkę, żeby sobie podjadły trochę trawy na
powietrzu. Założyła postronek na obie krowy i poganiała je żeby wychodziły.
Krowy wyszły posłusznie z obory i skierowały się ku drodze, która prowadziła na
łąkę. Po drodze Czarnula nie wytrzymała i zaczęła robić kupy. Pozostawiła za
sobą cztery czarne placki. Gdy to zobaczyły kury i kaczki okropnie się
zdenerwowały, bo nie chciały siedzieć na tak brudnym podwórku. Kury wybiegły do
ogrodu, a Benedykt złapał Petronelę za
rękę i dali reszcie znak, żeby szybko się wynosili z podwórka. Ponieważ pogoda
była równie piękna jak wczoraj pomaszerowali wszyscy szybko nad staw. Tam z
rozkoszą zajęli się pływaniem, zabawą i nurkowaniem. Gospodyni w tym samym
czasie doszła na łąkę i wziąwszy dwa paliki wbiła je do ziemi, potem
przywiązała do nich Czarnulę i Biedronkę. Tak była zajęta, że zupełnie
zapomniała o tym, żeby nalać mleka kotom. Te bardzo głodne wyszły jej na
spotkanie i głośno miałczały prosząc o jedzenie. Kiedy doszła do obory, nalała
im mleka i sama zabrała się za porządkowanie podwórka zabrudzonego przez
Czarnulę. Później wywiozła gnój na swoje miejsce, gdzie się znajdował. Potem
pościeliła słomą krowie legowiska i dopiero zabrała się za szykowanie jedzenia
dla kur i kaczek. Szczególnie w tych gorących dniach pamiętała, żeby ponalewać
wody do pojemników, które stały na podwórku. Dobrze widziała wszystko co się
święci w kaczej rodzinie. Postanowiła
zorganizować dwa koszyki: Jeden dla Petroneli i drugi dla Małgorzaty, Bo jak
się kochają to na pewno zaraz będą dzieci, myślała gospodyni. Jeden koszyk
wymoszczony słomą postawiła na dole w kurniku, a drugi na dworze pod daszkiem,
tuż przy oborze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz