Był mroźny, styczniowy wieczór. Majka siedziała w pokoju i czytała książkę. Nagle zadzwoniła jej komórka. Dziewczyna odebrała, ale w słuchawce usłyszała tylko:
-Pomóż mi...
Spojrzała na wyświetlacz: Anka;*
Ania była jej najlepszą przyjaciółką od piaskownicy. Wszędzie chodziły razem, były nierozłączne.
Maja pomyślała, że to głupi żart, dlatego odłożyła telefon i czytała dalej. Jednak komórka nie dawała jej spokoju. Połączenia przychodziły co 5 minut. W końcu ze zdenerwowaniem rzuciła telefonem o ściane i dokończyła czytać książkę. Po 20 minutach, poczuła się głupio i podniosła telefon. Włączyła go i zobaczyła 30 nieodebranych połączeń, od tej samej osoby:
-Co to do cholery ma być>?-pomyślała
Zbiegła po schodach i poszła do salonu.
-Tato, myślę że u Anki coś się stało-powiedziała
-Ale jak to ?
- Nie gadaj tylko chodź. Mam złe przeczucia.
Gdy Majka dotarła do domu przyjaciółki osłupiała. Wielkie drzewo rosnące na podwórku złamało się i upadło prosto na dom . Anka mieszkała w mało zaludnionej części miasta, dlatego nikt tego nie zauważył. Tata Majki szybko zadzwonił po straż pożarną i pogotowie. Okazało się, że w domu była tylko Anka. Leżała pod gruzami, a w ręku trzymała telefon. Gdyby pomoc nie dotarła przez najbliższe 10 minut Anka zmarłaby. Jednak gdyby Majka przyszła z pomocą kilka godzin wczesniej Ania miałaby jedynie zadrapania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz