poniedziałek, 16 lutego 2015

Szczęście schizofrenika


Ujmując „ociemniałego” encyklopedycznie to osoba, która w pewnym okresie swego istnienia straciła wzrok mogłaby rzec o  swoim polu widzenia: sina, ciemno-bura, nieprzenikniona przestrzeń. Idąc żartobliwym tropem za Jerzym Stuhrem w komedii „Sexmisja” mogłabym krzyknąć:

 Ciemność, widzę ciemność! Ciemność widzę!

Niekiedy zdarza się tak że słowo „ociemniały” w ustach człowieka bardziej niż mniej poirytowanego bezmyślnym i irracjonalnym zachowaniem innego człowieka przyjmuje formę kolokwializmu: ociemniło Cię czy co?”

W ferworze nieprzyjemnych   i przyjemnychemocji jesteśmy twórczy.

Ogólnie ociemniały to niewidomy lecz nie od urodzenia.

Jestem ociemniała w tym encyklopedycznym znaczeniu i  taka mała dygresja związana z   moim stanem widzenia.

Pracowałam niegdyś na stanowisku koordynator organizacji pracy wikliniarzy dla firmy produkującej elementy z tego materiału i jednym z pierwszych zadań mi powierzonych była rekrutacja odpowiednich osób nadających się do plecenia wiklinowych koszyków. Priorytetowym warunkiem „załapania się” do pracy było posiadanie orzeczenia o  znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności. Środowisko osób chorych-moich pobratyńców jest mi przyjazne czego efektem   było przybycie na wyznaczony dzień rozmowy kwalifikacyjnej gro ludków w pełnej krasie swoich schorzeń i niedomagań.Zjawili się  pełni mieszanych uczuć, z których najbardziej wyczuwalny mej inteligencji emocjonalnej był niepokój i nadzieja zarobienia paru złotych do  swej, tu piszę z przekąsem, nieskromnego świadczenia rentowego.

Kończę preludium do mej małej przygody i zaczynam jej sedno.

Jest to przygoda o wymiarze  szczęśliwości tak różnie interpretowanej.

Gdzieś tam w kuluarach Sali kandydatów podszedł do mnie mężczyzna    przedstawiający się imieniem Jurek. Po krótkiej  konwersacji przypomniałam sobie ten głos i  zadziwiłam się jego właścicielowi zainteresowaniem pracą dla niepełnosprawnych. Był  to mój niedoszły teść. Człowiek oddany idei solidarności, zaangażowany działacz tej partii, niegdyś  zdrowy i pełen energii facet, teraz tknięty głęboką schizofrenią.

Otóż ów Jurek rzecze do mnie filozoficznie:

-Justyna , ty to masz szczęście…

Co w ogólnym trendzie „ nieszczęśliwa niewidoma” zabrzmiało w moich uszach podstępnie.

-dlaczego?- zapytałam skonsternowana pytaniem

- Bo nie musisz kłócić się o kolory, widzisz wszystko w jednym i  nie ma podstaw do  zaprzątania sobie głowy co jaki ma kolor- odpowiedział.

Minęło 20 lat od tej przygody. Wspominając tę rozmowę uśmiecham się do mego niewidomstwa i  miarkuję o szczęściu tak  genialnie prosto postrzeganym  przez człowieka paradoksalnie nieszczęśliwego…ale czy aby na pewnonieszczęśliwego?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz