Pies Donald na dobre się zadomowił w nowej
rodzinie. Był bardzo wierny i posłuszny. Chodził do warsztatu Piotrka i
przesiadywał tam godzinami. Czasami Piotrek kazał mu iść na posłanie, bo spał
na stojąco. Brał go na ręce i zanosił do domu. Piesek spał sobie spokojnie
leżąc na swoim legowisku. Starsza pani w tym czasie gotowała różne smakołyki,
których zapachy budziły głodnego pieska. Kiedy przychodziła na obiad prosił ją,
żeby go poczęstowała. Bardzo lubił pierogi z mięsem, krokiety i paszteciki. Za
naleśnikami też przepadał. Młodsza córka dawała mu po kryjomu przed babcią, bo
babcia nie pozwalała. Piesek zajadał się, bo bardzo lubił te specjały. Kiedyś
ugotowała dobrej jarzynowej zupy, którą Donald ze smakiem zajadał. Dostawał
czasami kości, które wynosił na dwór i zakopywał w piachu. Taki już miał psi
zwyczaj. Parę miesięcy później Piotrka koledze urodziła się trzecia córka.
Postanowił odwiedzić swojego kolegę. Mieszkał daleko od Krakowa w Bieszczadach.
Wziął ze sobą do samochodu w podróż swojego pieska. Donald bardzo lubił
podróżować samochodem. Zaraz jak wsiadł, kładł się na siedzeniu i zasypiał.
Kiedy dojechali na miejsce Spał bardzo smacznie i Piotrek go nie zbudził.
Zostawił Donalda w samochodzie, a sam udał się do domu kolegi. Ponieważ było
bardzo gorąco dach samochodu był odsłonięty, tak by powietrze dostawało się do
środka. Po pewnym czasie pies się obudził i zobaczył, że nie ma jego pana.
Wyskoczył na dach i rozpoczął poszukiwanie swojego pana na zewnątrz. Piotrek
wrócił do samochodu i nie zastawszy psa poszedł też na poszukiwanie swojego
pupila. Znalazł go w parku kręcącego się w pobliżu obcych ludzi. Donald zaraz
poznał swojego pana i z radością wrócił z nim do samochodu. Kiedy opowiedział w
domu o tej przygodzie Donalda wszyscy zamarli z przerażenia, bo szkoda im było
stracić tak fajnego pieska. Dobrze, że ta przygoda tak dobrze się zakończyła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz