środa, 25 lutego 2015

2 - Inteligencja i wdzięk przysporzyła psu Donaldowi sporo przyjaciół.

      Piotrek pościelił psu w swoim warsztacie i trzymał go tam pięć dni, żeby nikt nie miał do niego pretensji, że przeszkadza. Po pięciu dniach przeniósł go do domu i naszykował wygodne legowisko. Kupił dwie miski żeby miał w czym jeść i pić. Pojechał do miasta i kupił mu także psią karmę. Babcia co wieczór smarowała mu chleb pasztetową i kroiła na małe kawałeczki. Donald bardzo lubił ten smakołyk. Dostawał czasami kości, które uwielbiał gryźć. Swoje potrzeby załatwiał na podwórku pod krzaczkiem i nigdy się nie zdarzyło, żeby w domu nabrudził. Wszyscy polubili małego pieska i cieszyli się że jest taki mądry. Słuchał się i nigdy niczego nie spsocił. Bardzo lubił wszystkich klientów, którzy przychodzili do Piotrka. Pewnego dnia do starszej pani przyjechała z innej miejscowości jej młodsza córka. Wtedy zakochał się w niej z wzajemnością. Wpychał się pod pachę i zaglądał w oczy z miłością, gadał coś do niej po psiemu. Wtedy mógł liczyć na dobrą karmę i pyszne kąski. Córka przemycała mu po kryjomu, żeby babcia nie widziała i wkładała do miski. Rano kiedy drzwi były uchylone i nikt nie widział, wsuwał się niepostrzeżenie do jej pokoju i kładł się tuż koło jej  łóżka. Skomlał cicho chcąc na siebie zwrócić uwagę. Kiedy zauważył, że się obudziła kładł przednie łapki na łóżku i uśmiechał się po psiemu. Pani głaskała swojego ulubieńca i przytulała go z czułością do serca. Kiedy mu mówiła, że jest najpiękniejszym pieskiem na świecie kładł łapę na nosie chcąc zasłonić sobie oczy, bo tak bardzo się wstydził. Potem merdał ogonkiem i piszczał radośnie. Kochał bardzo swoją nową panią. Pani chciała go wziąć ze sobą  do dużego miasta, ale nikt na to nie wyrażał zgody, bo wszyscy polubili małego czarnego pieska. Jak wyjeżdżała do siebie zawsze z czułością i żalem żegnała  małe zwierzątko i potem bardzo tęskniła za nim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz