piątek, 27 lutego 2015

Ferie w górach

Ferie zimowe to czas kiedy można poznać wielu ludzi i przeżyć mnóstwo niezapomnianych przygód. Taką właśnie niezapomnianą przygodę przeżyłem w ubiegłym roku. Wraz z przyjaciólmi wyjechaliśmy w góry. Nasze schronisko znajdowalo się w małej miejscowości 40 km od Zakopanego. Było tam bardzo malowniczo.
Na początku naszego pobytu wszystko było spokojnie, dopóki jeden z mieszkańców nie
powiedział nam, że w okolicy od kilku lat zdarzają się dziwne i niewyjaśnione historie. Zapewne z tego powodu było tam tak mało turystów, mimo iż okolica była naprawde piękna. Nie potraktowaliśmy poważnie opowiedzianej nam historii i następnego dnia wyruszyliśmy na podbój szlaku górskiego. Od mieszkańców naszej wioski, dowiedzieliśmy się, że jest to góra zwana „Widmo”, ponieważ na jej szczycie niegdyś odbywały się obrzędy wywoływania duchów. Pewnej nocy przy pełni księżyca mieszkańcy wywolali strasznego ducha, który był sprawcą wielu dziwnych zdarzeń. Legenda głosi, że ten duch straszy na szlaku do dzisiaj. Mimo tej przestrogi postanowiliśmy osiągnąć szczyt góry. Od początku wyprawy nie omijały nas nieszczęścia. Pierwszym, które nam się przytrafiło było złamanie ręki przez Marcina. Tomek, najlepszy jego kolega odprowadził go do schroniska, my zaę wspinaliśmy się dalej. Miejscami spotykaliśmy tablice i rysunki na skałach których nie rozumieliśmy. Im wyżej wchodziliśmy tym bardziej miałem przeczucie, że zza skały wyskoczy duch z legendy. Zacząłem się naprawde bać, kiedy zobaczyłem jaskinię, w której były fragmenty szkieletów. W jednej chwili chciałem stamtąd uciec jak najdalej, ale silniejsze ode mnie było pragnienie wejścia na szczyt. Szliśmy więc dalej. Pocieszałem się myślą, że do szczytu nie było już tak daleko. Gdy w końcu wspieliśmy się na góre „Widmo” nagle Monika wpadła w niewielką przepaść. Na początku wszyscy wpadliśmy w panikę, ale oprócz kilku potłuczeń, na szczęście nic jej się nie stało. Wszyscy mieliśmy już dosyć wrażeń, więc postanowiliśmy wracać. Podczas wędrówki nie zauważyliśmy nawet, że przez cały czas zbierały się nad nami ciemne chmury. Zaczął kropić drobny deszczyk, który po chwili przekształcił się w prawdziwą burzę z błyskawicami. Czułem się jak w prawdziwym horrorze. Nie mieliśmy wyjścia, musieliśmy ukryę się w najbliższej jaskini. Było bardzo ciemno i zimno, rozpaliliśmy więc ognisko i nagle cała jaskinia zapelniła się mnóstwem nietoperzy. Zaczeliśmy wrzeszczeć, lecz nagle wszystko ucichło, gdy ognisko zgasło pod wpływem silnego wiatru. Musieliśmy przeczekać burzę w tym strasznym miejscu. Siedząc w ciszy otoczeni ciemnością, słyszeliśmy bardzo wyrażne odgłosy kroków i wycie. Z pewnością nie był to wiatr. Byliśmy naprawdę wystraszeni, lecz w końcu zasnęliśmy ze zmęczenia. Następnego dnia obudziło nas nawoływanie. Na szczęście był to Tomek, który sprowadził pomoc. Wraz z ratownikami GOPR zeszliśmy na dół. Nasza przygoda z górą zakończyła się. Z perspektywy czasu to była naprawdę śmieszna przygoda, choć

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz