W nowym miejscu musiałam zaczynać od nowa. Miałam jakąś pracę,
dlatego zbierałam pieniądze i inwestowałam tylko w swoje mieszkanie. Rodzina w
niczym mi nie pomogła. Wszystko mi się waliło. Po ludzku nic mi nie wychodziło.
Dlatego przytuliłam się do Boga, bo tylko w nim miałam nadzieję. On ze mnie nie
szydził. On mnie nie wyśmiewał, tylko na Niego zawsze mogłam liczyć. Byłam po
ciężkich doświadczeniach i miałam nadszarpnięte nerwy, dlatego postanowiłam
pojechać do Lourdes. Dowiedziałam się od pewnej siostry o Ks. Stanisławie
Ładzie, który organizuje taką pielgrzymkę we wrześniu w Gdańsku. Zadzwoniłam do
niego i zapisałam się. Ks. Stanisław jest osobą, która pomaga, rozumie i kocha
jak widziałam i doświadczałam osobiście
osoby niepełnosprawne. Pielgrzymka trwała trzy tygodnie i była
fantastyczną przygodą, której każdemu
życzę. Warunki na tej pielgrzymce były spartańskie, bo nie zawsze nocowaliśmy w
hotelach pięciogwiazdkowych. Śniadania i obiady jedliśmy na postojach. Składały
się one z kanapek, które własnoręcznie robiliśmy. Byłam zawsze chętna do
pomocy. Obiadokolacje jedliśmy na gorąco
w miejscu noclegowym. W autokarze
spędzaliśmy dużo czasu, gdzie ksiądz puszczał nam filmy i opowiadał o
miejscach, które będziemy odwiedzać. Dwa razy nocowaliśmy w opactwach
Benedyktyńskich, w których karmili i gościli nas Benedyktyni. To były
wspaniałe wrażenie, których nie zapomnę. Byliśmy w Ars, Taize, Lisieux,
Paryż i Lourdes, po kilka dni w każdej
miejscowości. Wróciłam do Polski trochę zmęczona, bo przejechaliśmy sześć i pół
tysiąca kilometrów, ale bardzo szczęśliwa. Przywiozłam trochę pamiątek i wodę z
Lourdes, na którą wiele ludzi czekało. Każdej osobie niepełnosprawnej bym
poleciła pielgrzymkę z Księdzem Stanisławem Ładą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz