Ciocia Basia w Laskach uczęszczała do
szkoły, od drugiej klasy szkoły podstawowej do ukończenia szkoły średniej.
Miała tam bardzo dobrą opiekę. Siostry Franciszkanki Służebnice Krzyża
zajmowały się bardzo dobrze wszystkimi dziećmi. Cała młodzież była dobrze i
zdrowo żywiona. Myślę, że w domu w tych ciężkich czasach, jakie wtedy były, mogło
być o wiele gorzej. Dziewczęta mieszkały osobno w Domu Dziewcząt, a chłopcy, w
Domu Chłopców. Do szkoły dzieci przemierzały niewielki kawałek drogi, gdzie
uczyły się do obiadu. Potem wracały do swoich domów i jadły obiad. Potem był
spacer po lesie, dwie godziny odrabiania lekcji i kolacja. Po kolacji trochę
wolnego czasu. Czasami wychowawczyni czytała nam wspólnie książki. Potem mycie
i wszyscy kładli się spać. Cisza nocna następowała o 22. 00. Rano pobudka o
szóstej, ścielenie łóżek, dyżury, śniadanie i marsz do szkoły. Dzieci do rodziny
jeździły tylko na ferie i na wakacje. W internacie oprócz obowiązków szkolnych
miały różne dyżury. Rano zamiatały i odkurzały dywan, zamiatały sypialnie i
korytarze. A Inne dzieci czyściły ubikacje, myły zlewy i wannę. Inne
przygotowywały posiłek dla wszystkich w jadalni, a jeszcze inne zamiatały
schody. Pamiętam, jak w drugiej klasie szkoły podstawowej miałam dyżur zamiatania
schodów i cicho sobie przy tym śpiewałam, to dostałam za to obsztorc, bo do
śniadania trzeba było być cicho jak makiem zasiał. Rano często chodziliśmy na
Mszę do kaplicy domowej. Pamiętam, że wtedy nie robiliśmy dyżurów, bo nie
starczało potem na wszystko czasu. Siostry rano pomagały się dzieciom uczesać
jak miały dłuższe włosy. W niedziele i święta jechaliśmy czasem do Warszawy do
kina, lub na lody. Bardzo lubiłam długie spacery po lesie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz