poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Fajne wspomnienia o szkole.
W Laskach mieliśmy bardzo dobre powietrze,
bo zakład dla niewidomych był usytuowany na skraju Puszczy Kampinowskiej. Do
wymagań i dyscypliny trzeba było się przyzwyczaić i można było żyć. Jeśli
chodzi o jedzenie, to nie było grymaszenia. Trzeba było pałaszować wszystko, co
było w jadłospisie. A jeśli ktoś grymasił, to był karany i powoli musiał się
przyzwyczaić do wspólnego jedzenia. Były też czasy, że wszyscy bez wyjątku
musieli pić tran, po jednej łyżce rano przed jedzeniem. Dla mnie to było
obrzydliwe, że zapamiętałam to sobie i
wspominam do dzisiaj. Wśród młodzieży
tworzyły się pary, z których powstały małżeństwa i urodziły się dzieci. Były
organizowane zabawy taneczne przy magnetofonie, a czasami zdarzało się że
przyjeżdżali do nas żołnierze z jednostki wojskowej i grali nam do tańca. Nie
wolno było za bardzo przytulać się do chłopaka, bo zaraz wychowawczyni
przywoływała do porządku. Pan Marek zorganizował raz rajd nocny, na który poszli chłopcy i
dziewczęta. Pod ochroną nocy można było potrzymać ukochanego za rączkę i
przytulić się do niego. Szliśmy drogą Sierakowską do Sierakowa i z powrotem.
Wszyscy stawili się na miejsce i nikt
się nie zgubił. Poza ogrodzeniem zakładu była Góra Ojca, z której zjeżdżaliśmy
często na sankach, jak dosypało śniegu. Na placu pod lasem było też lodowisko,
gdzie próbowałam jeździć na łyżwach. W lecie można było jeździć po drogach na
wrotkach. W średniej szkole uczyłam się
pracy na maszynie dziewiarskiej. Pod koniec szkoły można było coś zrobić dla
siebie na pamiątkę. Przed pracą Siostra Amata zawsze się z nami modliła. W trakcie
przerywała pracę i odmawialiśmy Anioł Pański.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz