Benedykt długo opłakiwał swoją ukochaną i
dzieci, które się nie wykluły. Trudno go było udobruchać. Klementyna tłumaczyła
mu i pocieszała jak mogła, ale on ciągle miał smutek na twarzy. Na szczęście
wyszło słońce i można było wygrzewać się długo na podwórku. Benedykt już miał
dosyć tego deszczu i zimna. Dziewczyny Klara, Klementyna i Danuta wyruszały
powoli na krótkie spacery do ogrodu i nad staw. Benedykt chodził razem z
Ryszardem i nie chciał wcale z nimi nigdzie iść. Pewnego razu na podwórku
pojawił się trzeci kaczor o imieniu Gerard. Podobno starsza pani dostała go w
prezencie od swojej zaprzyjaźnionej sąsiadki. Benedyktowi nie spodobał się ten
nowy zarozumiały kaczor i na wstępie spuścił mu lanie, żeby trochę utrzeć mu
nosa. Gerard trochę się wstydził, bo na tę scenę nadeszły dziewczyny i wszystko
widziały. Od tej chwili już nie był taki hardy i nie podskakiwał do kaczorów.
Bardzo nie chciał być sam. Zrobiło mu się bardzo markotno na duszy. Postanowił
zaprzyjaźnić się z dziewczynami. Nie chciał znowu rozdrażnić Benedykta, dlatego
wybrał się na samotny spacer nad staw.
Liczył, że tam może spotka dziewczyny. I tak też się stało. Nad staw przyszły
wszystkie trzy. Podpłynął do nich i zapytał, czy może się przyłączyć.
Dziewczyny nic nie odpowiedziały. Pływał jednak z nimi i chodził również po
ogrodzie. Na podwórko wrócił na samym końcu. Kiedy sobie dobrze podjadł poszedł
spać pod schodami. Na drugi dzień postanowił sobie, że znowu spróbuje. Myślał
długo w noc jak zaimponować dziewczynom. Z wrażenia nie mógł spać, aż zastał go
świt. Dopiero nad ranem trochę przysnął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz