Wiosna w Krakowie w tym roku wcale nie była taka ciepła, a pomimo tego bociany do nas przyleciały. Pewnego
dnia wyszliśmy na dwór i zobaczyliśmy kołujące nad domem duże ptaki. Zawołaliśmy
nowożeńców, bo to pewnie do nich miały przynieść małe dziecko. Patrzyliśmy
potem, czy nie zostawiły koszyczka z małym zawiniątkiem w ogrodzie, czy na
balkonie. Ale tym razem nic nie zostawiły. Dały nam tylko nadzieję, że może
kiedyś będzie u nas dzidziuś. I tak też się stało, bo za kilka miesięcy
Justynka obwieściła nam, że będzie dziecko. Przez dziewięć miesięcy z tęsknotą
czekaliśmy na małą dziewczynkę, która wreszcie przyszła na świat 8 maja i dano
jej na imię Blanka. Ubranka, łóżeczko i wózek już czekały na nią. Tatuś
towarzyszył mamusi przy porodzie, co
bardziej scementowało ich związek. Dziadek z babcią od początku bardzo
pokochali swoją pierwszą wnuczkę i spieszyli z coraz nowymi prezentami. Ciocia
Basia ciągle wypatrywała w sklepie nowych ubranek. Kupowała klocki, lalki i
inne zabawki. Ptaki rozglądały
się też za jakimś miejscem na nowe
gniazdko. Szpaki rabusie odnalazły stare gniazdko naszej sikorki i wyrzuciły go
na zewnątrz. Zaczęły budować swoje nowe gniazdko na jej miejscu. Sikorka
przyleciała i musiała szukać sobie nowego miejsca. Szpaki tak hałasowały przy
tym, że zaraz zwróciły uwagę pani gospodyni. Bardzo się to nie spodobało też
innym domownikom. Przy tym zabrudziły ścianę swoimi odchodami i trzeba było ją
czyścić. Piotrek zamknął skrzynkę, żeby tam nie ścieliły gniazdka i odleciały w
inne miejsce. Wróble też poprawiały swoje stare gniazdko i zaczęły znosić
jajka. Nikt ich nie wyganiał, bo były ciszej i nie zostawiały po sobie takiego
bałaganu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz